50-letni dziś Władysław Pusowski (wyraził zgodę na podawanie nazwiska) od 2016 roku nieprzerwanie siedzi w więziennej celi jako sprawca morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura chciała dla niego dożywocia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach, jednak sąd wziął pod uwagę dotychczasową niekaralność i wymierzył karę 15 lat pozbawienia wolności. Szokujące są okoliczności całej sprawy, zwłaszcza wnioski wyciągnięte z zebranych dowodów i interpretacja pełnych sprzeczności zeznań świadków. Wszystko wskazuje na to, że za zbrodnię, która prawie trzy dekady temu wstrząsnęła Bydgoszczą, do więzienia trafił niewinny człowiek.
Zwłoki w studni
Było mroźne piątkowe popołudnie, 16 stycznia 1998 roku. Na numer alarmowy policji w Bydgoszczy zadzwonił roztrzęsiony mieszkaniec wsi Strzelce Górne. Poinformował, że w studni w tej właśnie wsi znajdują się zmasakrowane zwłoki starszej kobiety. Oficer dyżurny natychmiast wysłał na miejsce patrol. Na posesji (…) w studni na głębokości około 10 metrów ujawniłem zwłoki kobiety lat około 70, przykryte kłodami drewna i kamieniami – napisał w notatce policjant, który przyjechał na miejsce. Zmarłą szybko zidentyfikowano. Była to 77-letnia Helena S. – repatriantka ze Wschodu, nazywana przez sąsiadów „babuszką”. Jej zmasakrowane szczątki przewieziono do zakładu medycyny sądowej. Kilka dni później anatomopatolog suchym, urzędowym językiem opisał przyczyny śmierci starszej pani: podbiegnięcie krwawe w zewnętrznej powierzchni ramienia lewego 1/3 górnej, pęknięcie nerki lewej z wytworzeniem rozległego krwiaka, które to obrażenia ciała skutkowały zgonem Heleny S. z powodu wykrwawienia spowodowanego zmianami pourazowymi w obrębie jamy brzusznej.
Subskrybuj