Russell otrzymała listę książek o bohaterach podejmujących bolesne decyzje małżeńskie. Czytała, porównywała ich wybory ze swoimi. Z czasem poczuła, że nie jest sama, a jej własna historia przestała być zamkniętym pokojem bez wyjścia. – Coś się we mnie otworzyło i zaczęło goić moje rany. Na tym właśnie polega biblioterapia. Nie chodzi w niej o poradnik pełen ćwiczeń i gotowych recept, lecz o literaturę piękną. Czytelnik wchodzi w cudzy świat, przeżywa porażki, straty i zwycięstwa bohaterów, a przy okazji zaczyna porządkować własne doświadczenia. Brzmi to pięknie, lecz nauka zaleca ostrożność.
Czytanie dla przyjemności rzeczywiście często wiąże się z mniejszym stresem, słabszym poczuciem osamotnienia i lepszym samopoczuciem. Książki mogą rozwijać empatię, łagodzić uprzedzenia, pomagać dzieciom nazywać emocje i ograniczać agresję. Z kolei poradniki oparte na sprawdzonych metodach terapeutycznych bywają skutecznym wsparciem w walce z lękiem, depresją czy zaburzeniami odżywiania. Z beletrystyką sprawa jest jednak bardziej złożona. Nie ma mocnych dowodów, że sama powieść potrafi leczyć konkretne zaburzenia psychiczne. Czasem historia podobna do naszej przynosi ulgę i poczucie zrozumienia, ale bywa też odwrotnie: może obudzić bolesne wspomnienia, pogłębić smutek albo zwyczajnie przytłoczyć.
Dlatego eksperci przestrzegają przed traktowaniem książek jak uniwersalnego lekarstwa. James Carney z London Interdisciplinary School mówi wprost: – Przekonanie, że literatura naprawi każdego, jest fałszywe. Liczy się bowiem nie tylko tytuł, lecz także osobowość czytelnika, jego doświadczenia, obecny stan psychiczny i sposób, w jaki odbiera opowieść. W Wielkiej Brytanii działają programy tworzące listy książek dla osób z depresją, demencją i innymi problemami zdrowotnymi. Tytuły wybierają specjaliści oraz ludzie, którzy sami przeszli podobne kryzysy. Od 2013 roku wypożyczono w ten sposób miliony książek.