Do tragedii doszło 3 maja 2024 roku na podwórku przed domem małżeństwa Ch. Nikogo więcej oprócz nich tam nie było. Zaraz po tym jak udało się ugasić płonącą kobietę, wezwano pogotowie ratunkowe. Nie wiadomo, kto po nie zadzwonił. Czy była to Katarzyna Ch., czy jej mąż? W trakcie śledztwa i procesu pojawiały się różne wersje. Pytań i wątpliwości jest dużo. Sędzia Marcin Masłowski, uzasadniając wyrok sądu, stwierdził nawet:
– Brak jest pewności, jak przebiegało całe zdarzenie…
Żona mu gadała
Żadnych wątpliwości co do winy oskarżonego nie miał z pewnością prokurator Mirosław Mospinek:
– Sprawcę wskazała żona – mówił w swojej mowie końcowej. – W czasie przesłuchania oskarżony powiedział mi, co zrobił. Potwierdził to przed sądem aresztowym. Z reguły ludzie starają się umniejszyć swoją winę. Ile osób, będących niewinnymi, zmyśla, że coś zrobili, i opowiada o tym ze szczegółami? Żaden biegły nie odpowie nam, jaki był przebieg wydarzenia i co się stało. Na to pytanie musi odpowiedzieć sąd.
Dla prokuratora wszystko jest jasne: – Żona wskazała, oskarżony opisał – mówił z pełnym przekonaniem. I wniósł o wyrok 15 lat pozbawienia wolności.
Subskrybuj