Skromne lokum w PRL-owskim bloku zostało odświeżone, a pan Jerzy regularnie wypełniał i wysyłał pocztowe przekazy rat 4-letniego zobowiązania (w sumie oddał aż 28 900 zł). Pewnego dnia, w marcu 2023 r., zadzwoniła jednak do niego pracownica banku – pani Magda. – Prosiła, żebym natychmiast przyjechał, bo trzeba podpisać jakieś „techniczne dokumenty” dotyczące kredytu – wspomina pan Jerzy. – Mówiła, że chodzi o jakąś formalną konsolidację, że nie mam się co przejmować, tylko przyjechać. Nie było mi to na rękę, bo zajmowałem się chorą, 83-letnią mamą, ale cisnęła, więc wsiadłem na rower, szybko podpisałem te kwity w zaznaczonych ptaszkami miejscach i wróciłem do mamy.
W kolejnych miesiącach pracownice tczewskiej placówki Pocztowego dzwoniły do Jerzego Dudka jeszcze dwa razy. Tak jak poprzednio prosiły o pilny przyjazd celem podpisania „technicznych dokumentów”, a emeryt starej daty, rzetelny i skrupulatny, czym prędzej wsiadał na rower, by dopełnić formalności. – Jeśli są procedury i urzędnik w banku ich przestrzega, to trzeba mu pomóc. W życiu bym nie przypuszczał, że chcą mnie ordynarnie oszukać! – tłumaczy. Czerwona lampka nie zapaliła się panu Jerzemu także wtedy, gdy ze skrzynki na listy wyjął upomnienie dot. zalegania ze spłatą kredytowych rat. Natychmiast pojechał rowerem do banku, ale miłe panie powiedziały, że to musi być pomyłka, że sprawę wyjaśnią i od razu wrzuciły pismo do niszczarki. Mleko się wylało przy kolejnym upomnieniu. Kiedy emeryt znów popedałował do banku, Magdy C. ani jej koleżanek: Karoliny N. i Justyny Ch. już nie zastał. Nowe, nieznane twarze poinformowały go, że wszystkie trzy pracownice Pocztowego zostały zatrzymane przez policję, a na jego konto – korzystając z „technicznych podpisów” – wzięły wcześniej kilka kredytów, łącznie na ponad 56 tys. zł.
Subskrybuj