Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wydało komunikat o po stawieniu służb ratunkowych w stan najwyższej gotowości. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej objął alertami cały kraj. Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa bije na alarm z powodu ekstremalnej suszy rolniczej, obejmującej już ponad 60 proc. gmin. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zleciło Państwowej Inspekcji Pracy natychmiastowe, masowe kontrole w zakładach. Regionalne Dyrekcje Lasów Państwowych ostrzegają przed katastrofalnym stanem ściółki. W wielu miejscach wprowadzono bezwzględny zakaz wstępu do wybranych kompleksów leśnych. Pojawiły się doniesienia o przeciążeniach sieci wodociągowych. Mieszkańcy Woli Krasienińskiej w województwie lubelskim zostali całkowicie odcięci od bieżącej wody. Władze gminy zaapelowały o niepodlewanie ogródków i nienapełnianie basenów, ponieważ sieć nie wytrzymuje przeciążenia. Stolica boryka się z drastycznymi przekroczeniami norm stężenia dwutlenku azotu w powietrzu, co jest efektem braku wiatru i palącego słońca. Skala problemów zmusiła MSWiA do zwołania pilnego posiedzenia sztabu kryzysowego.
Pierwsza susza na ziemiach polskich
Ekstrema pogodowe coraz częściej wpisują się w nasze lato, jednak historia pokazuje, że nie są zjawiskiem nowym. Wśród historyków za pierwszą dobrze udokumentowaną suszę na ziemiach polskich uznaje się tę z 1473 roku. Opisał ją Jan Długosz w swoich „Rocznikach”. Przez wiele miesięcy nie spadł deszcz. Wisła była tak płytka, że pod Krakowem, Sandomierzem, Warszawą, Płockiem, a nawet pod Toruniem można ją było przekroczyć w bród. Pożary ogarnęły Kraków, Wieliczkę, Konin, Bełz, Sandomierz. Następna katastrofa klimatyczna na ziemiach polskich i w części Europy, tzw. susza tysiąclecia, przyszła w 1540 roku. Przez wiele miesięcy prawie nie padał deszcz. Zboża dojrzewały zbyt szybko, owoce w ogóle nie chciały rosnąć, ziemia zamieniała się w pył – pisał astronom Marcin Biem. Wyschły strumienie, stawy i studnie. Zwierzęta padały, a mieszkańcy wielu miejscowości musieli ruszać w drogę w poszukiwaniu źródeł nadających się do pojenia bydła. Skutki tej suszy odczuwano nie tylko na wsiach. W miastach wybuchały pożary, którym sprzyjały drewniane zabudowania. Kronikarze wspominali o zadymionym niebie i czerwonym kolorze słońca widocznym przez większą część dnia. Według szacunków historyków temperatura mogła być wówczas nawet o kilka stopni wyższa od średnich notowanych w XX wieku. Trzecią wyjątkową falę gorąca, już w odrodzonej Polsce, przyniósł rok 1921. Odnotowano wówczas najwyższą temperaturę oficjalnie zanotowaną w historii kraju. W Prószkowie na Opolszczyźnie było 40,2 st. C, w Zbiersku w Wielkopolsce – 40,0 stopni. Są to rekordy, które do dziś pozostają w krajowych statystykach. W wielu regionach przez tygodnie nie spadła ani kropla deszczu. Susza nie ograniczała się zresztą do Polski – objęła znaczne obszary Starego Kontynentu oraz Azji, przyczyniając się do poważnych problemów gospodarczych i humanitarnych.
Obecne fale upałów, bliskie skali katastrof znanych z tamtych lat, uczą, że klimat potrafi wystawiać społeczeństwa na ciężką próbę. Ostatni gorący weekend pokazał, jak szybko wysoka temperatura wpływa na codzienne życie, gospodarkę i środowisko.