Kuchnia śródziemnomorska ma wiele atrakcyjnych propozycji na upalne obiady i kolacje. Główne postacie tego kulinarnego show, na przykład w Prowansji, to owoce. I oto bierzemy do ręki melony. Wąchamy je przy zielonych nasadkach – jeśli pachną, natychmiast lądują w koszyku. Jeśli pachną gruszkami, też dobrze. Gorzej, gdy nie mają żadnego zapachu, bo to znaczy, że długo leżały w chłodniach i nie będą najlepiej smakować. A może być jeszcze gorzej, mogą pachnieć naprawdę nieprzyjemnie. Wtedy trzeba je odłożyć. Arbuzy wybiera nie nos, lecz zgięty palec wskazujący. Pukamy nim w owoc. Jeśli odpowie głucho – jest dobry i dojrzały. Jeśli „odpowie dziarsko”, takim dźwięcznym tonem, będzie już nieco „serowaty”, czyli przejrzały. Z ananasa wyciągamy jeden liść z pióropusza. Jeśli wychodzi bez oporu, owoc jest soczysty i pyszny. A teraz melona obieramy ze skórki, kroimy na ćwiartki i ósemki. Na to kładziemy wędzoną szynkę: bajońską, hiszpańską albo z Aosty. Espelette. I niebo w gębie. Arbuza – potraktowanego specjalnymi nożycami, które pozwalają kroić go w kostki – okładamy kawałkami greckiej fety. Może być też malinka, może borówka, no i kawałek ananasa. Znów espelette albo cayenne. Zimne, wyjęte z lodówki owoce, tak przyprawione, są po prostu pyszne.
Człowiek żyje, by biesiadować
Édouard Manet był autorem namalowanego w 1863 roku obrazu – oleju na płótnie. Dzieło zbulwersowało ówczesną opinię publiczną ze względu na jego „niemoralny” charakter. Takie pikniki na łonie natury są aktualne do dziś, choć oczywiście nie w takiej formie – jedna naga kobieta i dwóch mężczyzn ubranych po szyję, w zapiętych surdutach. Oczywiście nie mam tu na myśli zmiany układu na obrazie ani kwestii ubrania, czy raczej jego braku w przypadku niewiasty. Bardziej chodzi o ten koszyk z rozrzuconymi wiktuałami, obrus, a ta pomięta niebieska suknia to już pal sześć. Sedno tkwi w tym, że sama forma spędzania upalnego dnia na „śniadaniu na trawie” czy też obiedzie jest we Francji żywa do dziś. To jedna z ulubionych form biesiadowania – a przecież po to człowiek haruje i żyje, by biesiadować. A zatem: co podamy na takim śniadaniu na trawie?
Wcześniej usmażone kalmary z marynowaną papryką. Kawałki smażonego kurczaka z mango. Może być sałatka z ośmiornicy z rozmarynem, cytryną i kaparami. Krewetki z majonezem własnej roboty, wcześniej ugotowane w pomidorach, albo małe smażone rybki w panierce – od makreli po maleńkie sardynki. Oczywiście na obrusie rozłożonym na trawie nie może zabraknąć wędlin, serów, no i wina oraz wody mineralnej. Tych ostatnich jest we Francji kilkadziesiąt gatunków, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli chodzi o wino – również. No i ciasteczka. Najlepiej kruche, ale powinny być obecne – tak samo jak owoce.