– Ostrzegał pan na łamach ANGORY, że preferencje dla polityków w dostępności do publicznej służby zdrowia mogą wywołać wielkie afery. A nie było jeszcze sprawy senatora Lenza czy lekarza Kacprzyka.
– Łatwo było to przewidzieć, znając objawy choroby: dysproporcję między dostępnością koszyka świadczeń gwarantowanych a ilością środków na jego realizację. Do tego doszły nieustająco rosnące podwyżki płac medyków i coraz gorsza dostępność do lekarzy specjalistów.
– Polacy oburzają się na tzw. salonik VIP-owski w Warszawskim Szpitalu Południowym, ale wiele razy pan mówił, że politycy, nie tylko z pierwszych stron gazet, mogą korzystać z alternatywnej ścieżki leczenia w warszawskich klinikach mundurowych, gdzie nie muszą czekać w kolejkach. Tak jest teraz i tak było za poprzednich rządów.
– Przez lata była to tajemnica poliszynela. Teraz jednak nagle społeczeństwo dowiedziało się, że w konkretnym szpitalu za sprawą konkretnego lekarza doszło do takich patologii.
Sytuacja rynkowa
– Władze zaprzeczyły, żeby w Szpitalu Południowym był salonik dla VIP-ów. To miało być pomieszczenie dla osób płacących za świadczenia medyczne z własnych środków, poza NFZ.
– Ale nikt w to nie uwierzył, bo świadkowie mówią co innego. Politycy, którzy przeszli przez ten salonik, nie płacili z własnej kieszeni. Przypominam, że art. 68 Konstytucji gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do ochrony zdrowia oraz nakłada na władze publiczne obowiązek zapewnienia równego dostępu do opieki medycznej finansowanej ze środków publicznych, niezależnie od sytuacji materialnej. Te wszystkie patologie pokazały, jak duże jest zepsucie w środowisku polityków.
Subskrybuj