– Tak jak ona na kortach w Paryżu nie grał jeszcze nikt – kręcą głową z niedowierzaniem kibice tenisa z całego świata. I mają rację, bo styl gry Mai Chwalińskiej jest nie do podrobienia. To przeciwieństwo tenisa opartego na sile fizycznej, który reprezentuje dziś większość tenisistek ze światowej czołówki. Mająca 164 cm wzrostu Polka w porównaniu z liderką rankingu Białorusinką Aryną Sabalenką (182 cm wzrostu) jest wręcz kobietą filigranową. Na siłę swoich uderzeń nigdy nie mogła za bardzo liczyć, dlatego postawiła na coś zupełnie innego. Dziś już wiemy, że się opłaciło.
Precyzja, spryt i perfekcyjna technika
– To szok i niedowierzanie. Z eliminacji prosto do finału. Takich rzeczy na French Open świat nie widział nigdy – mówi „Angorze” Robert Radwański, ojciec Agnieszki, finalistki Wimbledonu (2012). Wieloletni trener naszej utytułowanej tenisistki podkreśla, że Maja Chwalińska przypomniała nam, że tenis nie musi polegać na rywalizowaniu o to, kto mocniej i szybciej przebije piłkę na drugą stronę siatki. Okazało się bowiem, że można wygrywać w Wielkim Szlemie, grając loby, a nawet skróty. Oczywiście to wszystko musi być poparte znakomitym przygotowaniem fizycznym i zimną głową.
Subskrybuj