Wanda S., 75-letnia emerytowana księgowa z Konina, jest jedyną oskarżoną w tej sprawie. Śledczy w akcie oskarżenia zapowiadają, że to kwestia czasu i wkrótce zarzuty mają szansę usłyszeć także inne osoby. Białostocka Prokuratura Okręgowa postawiła kobiecie aż 40 zarzutów oszustwa. Zdaniem oskarżycieli, kobieta z oszukiwania uczyniła sobie stałe źródło dochodu. Jej proces rozpocznie się wkrótce przed łódzkim Sądem Okręgowym.
Kosztowne uczucie
W 2022 roku prokuratorzy z Białegostoku nadzorowali śledztwo przeciwko Wandzie S. Dochodzenie trwało, a z miesiąca na miesiąc śledczy dołączali kolejne sprawy i kolejne pokrzywdzone osoby. Ustalono, że nieznani sprawcy nawiązywali kontakt poprzez internetowe platformy i komunikatory z mieszkankami całej Polski. Schemat był zwykle podobny.
Nieustalone osoby podawały się za amerykańskich żołnierzy, lekarzy, dziennikarzy czy inżynierów. Gdy wytypowana kobieta rozpoczynała rozmowę, dość szybko zaczynało się manipulowanie. Najczęściej sprawcy odnosili się do uczuć. W piorunującym tempie wyznawali paniom miłość, obiecywali przyjazd do Polski i stworzenie stałego związku. Gdy takie deklaracje padały na podatny grunt, zaufanie było zdobyte, przechodzono do kolejnego etapu, czyli wyłudzania pieniędzy. Sprawcy mieli cały wachlarz pomysłów. Czasem prosili o drobną pożyczkę „ze względu na tarapaty finansowe, oczywiście przejściowe”. Innym razem obiecywali swoim przyszłym partnerkom przekazanie całego swojego majątku. Mieli pakować go w paczki i przesyłać do Polski. Oczywiście za taką paczkę panie musiały zapłacić firmie kurierskiej. Opłaty były spore, bo i majątek ukochanego był duży. Kurier zwykle pisał maile. Gdy pieniądze trafiały już na podane przez niego konto, firma kurierska znikała, a adres mailowy nie odpowiadał…
Byli też tacy, którzy podawali się za inżynierów pracujących na okrętach lub platformach wiertniczych. Tam zwykle dochodziło do awarii i potrzeby zakupu najróżniejszych urządzeń. Oczywiście brakowało na nie pieniędzy i wtedy pomocną dłoń podawały ukochane z internetu.
Ci sprawcy, którzy przedstawiali się jako finansiści, proponowali przeważnie inwestycje w różnego rodzaju instrumenty giełdowe. Jasne było, że mogły one przynieść olbrzymie zyski, trzeba było tylko przelać odpowiednią kwotę. Pokrzywdzone kobiety często nie miały pieniędzy, lecz wizja zysku brała górę i bardzo wiele z nich decydowało się na kredyt.
Litościwa księgowa
Oskarżona Wanda S. łączy opisane przypadki. Konta, na które przelewane były pieniądze przez wszystkie panie, należały właśnie do niej. Od 2021 roku przez kolejne trzy lata na rachunki bankowe oskarżonej trafiło blisko półtora miliona złotych. W okresie objętym śledztwem kobieta była właścicielką 50 rachunków bankowych. Pieniędzmi obracała, często kupowała za nie bitcoiny. W jednym z poznańskich kantorów na takie zakupy oskarżona wydała ponad 4 miliony złotych.
Wanda S. była przesłuchiwana wiele razy. Nigdy nie przyznała się do stawianych jej zarzutów. Twierdziła, że była jedynie osobą przekazującą pieniądze. Opowiedziała śledczym o tym, jak na przełomie 2019 i 2020 roku poznała na Facebooku mężczyznę. Miał się przedstawić jako Anthony A. Przez dwa lata mieli prowadzić ze sobą wideorozmowy.
– Wyglądał jak mój rówieśnik – opowiadała w trakcie przesłuchań kobieta. – Mówił, że mieszkał w Anglii, ale 20 lat temu przeniósł się do USA. Miał tam prowadzić salon samochodowy. Twierdził, że jest wdowcem, ale ma córkę. W planach miał przylot do Polski, chciał mnie do siebie zabrać.
Znajomy z Facebooka szybko zaczął też opowiadać, jak zarabia się na kryptowalutach. Poprosił też ponoć, aby kobieta udostępniła swoje konto koledze.
– Zaczęło się od jednego konta, a potem było już kilka – twierdziła. – Otwierałam te konta i zamykałam, ale zawsze wszystkie numery przekazywałam Anthony’emu. On potem te numery rachunków przekazywał dalej do Georga.
– Kto to? – dopytywali śledczy.
– Generał lotnictwa na misji w Syrii.
Podczas wszystkich przesłuchań Wanda S. zarzekała się, że za otwieranie i zamykanie kont nie miała żadnych pieniędzy.
– Nie wiem, dlaczego te kobiety wpłacały pieniądze na moje rachunki. Nie kazałam im tego robić. Byłam przekonana, że robią to dobrowolnie, że chcą za moim pośrednictwem zakupić kryptowaluty dla swoich narzeczonych. Robiłam to z litości, może z głupoty, ale nie brałam za to żadnych pieniędzy. Georg pisał, że potrzebuje wsparcia finansowego dla żołnierzy.
Prokurator Andrzej Stelmaszuk nie uwierzył Wandzie S. W akcie oskarżenia napisał o tym wprost:
„Sama koncepcja, by emerytowana mieszkanka Polski miała bezinteresownie pośredniczyć w transgranicznym przekazywaniu środków finansowych od nieznanych jej kobiet dla rzekomo przebywających na zagranicznych misjach ich narzeczonych żołnierzy USA, jest absurdalna i nierealna. Każdy przeciętny, dorosły obywatel Polski powinien uznać ją za totalną aberrację i fałsz”.
Ekspresowa miłość
Maria K. przesłała na rachunki bankowe oskarżonej Wandy S. aż 590 tysięcy złotych. W trakcie przesłuchania stwierdziła jednak, że nie czuje się osobą pokrzywdzoną, a pieniądze według jej wiedzy trafiły do Martina, którego poznała przez Facebooka. Podający się za Martina J. nieznany sprawca odezwał się do pani Marii w 2022 roku. Przedstawił się jako amerykański lekarz szkolący w Turcji studentów. Kobieta nie zdradziła w trakcie przesłuchań charakteru tej znajomości. Przyznała jednak, że po kilku miesiącach „amerykański lekarz” poprosił o pożyczkę:
– Mówił, że czek za wykonaną pracę dostanie dopiero po powrocie do ojczyzny. Wskazał mi panią Wandę jako osobę, która zajmuje się przekazywaniem pieniędzy za granicę.
Na jednym z portali randkowych Krystyna W. została zaczepiona przez Roberta P. Twierdził, że jest inżynierem pracującym na platformie wiertniczej. W tempie ekspresowym nowy znajomy wyznał pani Krysi miłość. Oczywiście planował przyjazd do Polski i trwały związek z wybranką. Niestety, po dwóch tygodniach nastąpiła katastrofa.
– Robert napisał mi, że na platformie był wybuch i potrzebuje 400 tysięcy euro na części.
Krystyna W. zaczęła przesyłać pieniądze na konta Wandy S. – na początku po kilka tysięcy euro. Gdy zwlekała z przelewami, Robert P. już nie prosił, tylko groził.
– Napisał, że jak nie dostanie pieniędzy, to popełni samobójstwo – opowiadała podczas przesłuchania.
Uległa. Przesłała kolejne 10 tysięcy euro. Skontaktowała się jednak z firmą, w której miał ponoć pracować ukochany. Dowiedziała się, że została oszukana.
Grażyna Z. nie miała zbyt wiele oszczędności, dlatego zaczęła brać pożyczki. Nie wahała się, bo jej przyszłość rysowała się w różowych kolorach. Wszystko dzięki Markowi B., który napisał do niej na jednym z komunikatorów.
– Twierdził, że jest w Jemenie na misji wojskowej w ramach sił ONZ – opowiadała w czasie śledztwa kobieta.
Oczywiście Mark B. bardzo szybko wyznał kobiecie miłość, zapowiedział rychły przyjazd do Polski i dalsze wspólne życie. Miał tylko jedną prośbę. Chciał, aby Grażyna Z. przechowała dla niego paczkę, którą wysłał na jej adres. Miała być tam jego odprawa wojskowa w wysokości 5 milionów dolarów amerykańskich. Trudno było nie przystać na taką propozycję. Zaraz po tym, jak kobieta wyraziła zgodę, dostała informację z „firmy”, która odpowiadała za przesyłkę, że musi wpłacić różnego rodzaju opłaty przewozowe. Zaciąg nęła kilka pożyczek i wysłała prawie 50 tysięcy złotych prosto na konta Wandy S. Kiedy już nikt nie chciał jej udzielać kredytów, a „opłaty przewozowe” nadal trzeba było płacić, poprosiła o pomoc bratanka. To on uświadomił jej, że padła ofiarą oszustwa.
W 2021 roku na Facebooku można było znaleźć ogłoszenie, którego autorem rzekomo był PKN Orlen. Pisano tam o możliwości zarabiania pieniędzy poprzez dołączenie do programu inwestycyjnego stworzonego przez polski rząd. Ogłoszenie ilustrowały zdjęcia polityków: Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Dudy. Wizerunki ówczesnego premiera i prezydenta przekonały Magdę M. Kobieta wypełniła zgłoszenie, podała swoje dane. Dwa dni później zadzwonił jej telefon.
Instrukcje jedna po drugiej
– To była pani o wyraźnie wschodnim akcencie – opowiadała śledczym pokrzywdzona Magda M. – Przedstawiła się jako opiekunka uczestników tego programu. Chciałam się wycofać od razu, ale ona nie dawała mi spokoju. Ciągle dzwoniła. I w końcu kazała mi złożyć odpowiedni formularz. Musiałam się tylko zalogować do swojego konta bankowego.
Gdy pani Magda to zrobiła, zaczęły płynąć instrukcje jedna po drugiej. Przede wszystkim, tak jak jej polecano, zainstalowała na swoim komputerze program, który umożliwił zdalny dostęp do jej pulpitu. W kilka minut kobieta straciła kilkanaście tysięcy złotych, które wypłynęły z jej rachunków bankowych.
Ewie P. nikt miłości nie wyznawał. Wystarczył tylko SMS, aby kobieta dała się złapać na haczyk. W tym SMS-ie osoba podająca się za pracownika firmy transportowej napisała, że dalsza rodzina nadała do niej paczkę zawierającą „dziedzictwo narodowe”. Tyle wystarczyło. Ewa przelała niemal 20 tysięcy złotych za doręczenie owej przesyłki.
Ludwik M. miał być żołnierzem z Miami. Małgorzata W. poznała go oczywiście w internecie. Sam się do niej odezwał. Musiał jej bardzo ufać, bo już po dwóch tygodniach korespondencji opowiedział jej niesamowitą przygodę. Wspólnie z kolegami miał znaleźć dużo pieniędzy i broni. Panowie podzielili łup między siebie. Ludwikowi przypadły niemal 4 miliony dolarów amerykańskich. Poprosił Małgorzatę, aby przechowała te pieniądze.
– Zapewnił, że wysłał je do Polski. Miał wszystko odebrać po wyjściu z wojska – opowiadała śledczym pokrzywdzona.
Małgorzata W. wysłała 25 tysięcy złotych na wskazane konto, które należało do Wandy S. Miała być to opłata za przesyłkę. Zaraz potem firma kurierska przestała się odzywać, a Ludwik M. zablokował Małgorzatę W. na swoich profilach.
Wanda S. już trzy razy była skazana za oszustwa. Wszystkie wyroki były w zawieszeniu. Przed łódzkim sądem będzie odpowiadać z wolnej stopy.