Nie mogło się nie zmienić, skoro na niedużej wyspie w kształcie pofałdowanego trójkąta zastygłej lawy porośniętej trawą, z jednym miasteczkiem Hanga Roa, lądują każdego dnia dwa duże samoloty z turystami, skądinąd na pasie przedłużonym przez Amerykanów, na wypadek gdyby musiał tu awaryjnie lądować prom kosmiczny NASA. A gdy rośnie liczba turystów, nieuchronny jest przypływ hotelowo-knajpiano-drogowej infrastruktury i większej zasobności, ale i odpływ ducha dawnego życia. Tak się stało na zagubionej na wodach Pacyfiku wyspie słynącej z posągów Moai. Tuziemcy okazują im szacunek, przekonani, że obdarzone są duchową mocą mana. Ich tajemnica do dziś nie została rozwikłana. Tkwi w nich zagadka odosobnienia ich twórców, upadku ich cywilizacji, głodu, wojen, wytrzebienie lasów przez rozrastającą się populację, co podchwycili ekolodzy, widząc w tym ostrzeżenie przed katastrofą ekologiczną, bezmyślnym niszczeniem zasobów naturalnych, o które Natura się upomni żeglarzem apokalipsy.
Subskrybuj