R E K L A M A
R E K L A M A

Biblioteka Trumpa bez książek? Złoto, rozmach i ego

Od czasów Herberta Hoovera i Franklina D. Roosevelta każdy prezydent USA tworzy bibliotekę z archiwami swojej kadencji. Włoskie media nazywają jednak projekt Donalda Trumpa faraońskim – i trudno się temu dziwić. Wygląda on bardziej jak pałac jego własnej chwały niż zwykła biblioteka: widać głównie złoto, rozmach i autopromocję. 

Rys. Katarzyna Zalepa

W amerykańskim rozumieniu „biblioteka prezydencka” to połączenie archiwum i muzeum. Miejsce, w którym gromadzi się to, co pochodzi z prezydentury: dokumenty, zdjęcia, nagrania, przemówienia, filmy, a dziś także e-maile i wpisy z mediów społecznościowych. Można tam znaleźć również bardziej namacalne ślady władzy, np. garnitur z dnia zaprzysiężenia, pamiątki sportowe od mistrzowskich drużyn, odznaczenia czy makiety. Są także książki, ale nie one są akurat najważniejsze. Dlatego przewijające się w mediach pytanie o „bibliotekę bez książek” jest prowokacją. Nie chodzi o to, że książek dosłownie nie będzie. Chodzi o wrażenie, że w projekcie Donalda Trumpa sama idea biblioteki – jako miejsca przechowywania i porządkowania historii – schodzi na dalszy plan, a na pierwszy wychodzą spektakl i autoprezentacja. 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-16

ANS na podst.: repubblica.it, ilmattino.it, corriere.it, archives.gov, euroborsa.it, ilgiornaledellarte.com, sky.it