R E K L A M A
R E K L A M A

Według Mroziewicza. Przeciwników dwóch?

W czasach względnej stabilności globalnej, to jest w latach 2000 – 2025, mieliśmy trzy rejony dyżurne, w których zawsze można było wywołać konflikt regionalny jako początek zawieruchy, zwanej trzecią wojną światową. To Bliski Wschód, Kaszmir i Karaiby.

Rys. Chat GPT

Uzasadnienie wybuchu w każdym z trzech obszarów nasunęłoby się samo: konflikt izraelsko-palestyński, konflikt pakistańsko-indyjski i konflikt kubańsko- -amerykański. Nie liczono się nadmiernie z potencjalnym wybuchem bałkańskim, a więc z wojnami w Europie, destabilizacją wewnątrzamerykańską ani z potencjałem wojennym Azji. Europa żyła przez 80 lat w pokoju i dobrobycie, a działo się tak dzięki obecności Amerykanów na Starym Kontynencie. Fundamentem tego pokoju i spokoju było porozumienie niemiecko-francuskie, że pięć straszliwych wojen między nimi to wystarczający „dorobek”. Zatem pod nazwą Wspólnota Węgla i Stali powołano zarodek Unii Europejskiej. Kto ma jednocześnie i węgiel, i stal, ma wszystko, co potrzeba, aby być zagrożeniem. Jednakże prowadzenie wojny za pomocą węgla i stali okazało się metodą przestarzałą. Węgiel zastąpiono uranem, a stal – wszystkim, co znajduje się pod ręką. Europejska Wspólnota Gospodarcza, to znaczy stopień pośredni między Wspólnotą Węgla i Stali a UE, dopracowała się bomby atomowej, a nawet dwu bomb: francuskiej i angielskiej. Miały być bronią odstraszającą. Kogo miały odstraszać?

Trzy rejony dyżurne, o których mowa powyżej, naznaczone są stemplem podziału globalnego na Zachód i Wschód. Za Izraelem stały zawsze i stoją USA, za Pakistanem opowiadały się – ale nie wiadomo, czy teraz tak będzie – Zachód i Chiny, za Indiami natomiast ZSRR, co już jest nieaktualne, bo Indie premiera Modiego skręcają ostrożnie na Zachód.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-02

Krzysztof Mroziewicz