W swoją ostatnią drogę
odszedł w wielkanocny poniedziałek 28 marca 2016 r. w rodzinnym domu w Sopocie przy ul. Bohaterów Monte Cassino. Wiele lat wcześniej z tego samego miejsca wyruszył w podróż swojego życia, w kapłańską i społeczną drogę. To tutaj kształtowały się wartości, które później stały się fundamentem jego pracy z ludźmi: wrażliwość, odwaga i wiara w drugiego człowieka. Nie ukrywał swoich słabości – klął, palił papierosy i przyznawał się do trudnego charakteru. Ale miał ogromne poczucie humoru i dystans do siebie. Kochali go wierzący i niewierzący. Jednak hierarchia kościelna za nim nie przepadała. Miał swoje zdanie. Potrafił postawić się biskupowi. W seminarium usłyszał nawet, że będzie „karykaturą kapłaństwa” ze względu na swoje wady fizyczne. Mimo to pozostał wierny swojej wizji Kościoła bliskiego ludziom. Był doktorem teologii i bioetyki, a prywatnie wielkim miłośnikiem mszy trydenckiej i rygorystycznego przestrzegania zasad etycznych.
„Bliskość, relacje, rozmowy, przytulanie. Te słowa padały w jego wywiadach i kazaniach setki razy” – napisano na stronie Fundacji ks. Kaczkowskiego. „O księdzu Kaczkowskim mówiono, że był «coachem dobrej śmierci», ale był też z pewnością «coachem relacji międzyludzkich ». W tych relacjach właśnie, w trudnych, czasami beznadziejnych sytuacjach rodzinnych pomógł dziesiątkom, może setkom ludzi. Swoim «synkom » i nie tylko. Ale rodzina była ważna także w jego własnym życiu”.
Urodził się w Gdyni, ale dzieciństwo i młodość spędził w Sopocie. Miał starsze rodzeństwo, brata Filipa i siostrę Magdę. Autorytetem moralnym był ojciec, mama obdarzała ciepłem, bliskością, miłością. Już wtedy wiara i drugi człowiek byli dla niego bardzo ważni. Był świadom kruchości życia i jego przemijania. – Był dwa lata młodszy – opowiada Magdalena Sekuła, siostra księdza. – Starsze siostry często opiekują się młodszym rodzeństwem, ale to nie była opieka narzucona przez rodziców. Był kreatywny, lubił zabawy, miał wielką wyobraźnię. Umiał słuchać i chłonął. Taki naturalny, świetny kompan.
Subskrybuj