O winie będzie sporo, bo akcja dzieje się w małym miasteczku i w sklepiku z winem. Tam pogruchotany przez życie, ale zachowujący resztki poczucia humoru sprzedawca Jacques (w tej roli Tomasz Schimscheiner) usiłuje edukować w dziedzinie sztuki picia wina nieco zwariowaną aktywistkę Hortense (graną brawurowo przez Katarzynę Glinkę), która pewnego dnia trafia do winiarni.
W dzisiejszych czasach każdy romans, który nie ma początku na portalu randkowym, a po prostu w życiu, jest już godny uwagi. Sprzedawca wina i nawiedzona aktywistka trochę flirtują, trochę się przekomarzają, nieco są sobą zaskoczeni i zdziwieni, ale pewnie nic z tego by nie wyszło, gdyby nie nieoczekiwane zdarzenie.
Do sklepu wpada młody chuligan, którego ściga policja. Emocje są spore, bo policja otacza budynek i szykuje się do szturmu. Chłopak jest na zwolnieniu warunkowym i jeśli go teraz złapią, to dłuższa odsiadka jest pewna. Intruz apeluje o pomoc, oddaje drobną rzecz, którą przed chwilą ukradł pobliskiemu jubilerowi. Jacques z ociąganiem mu pomaga i pokazuje sekretne wyjście przez piwnicę, a policję informuje, że złodziejaszek zgubił, co ukradł, i dawno zwiał.
To w sumie drobne zdarzenie połączy emocjonalnie Hortense i sprzedawcę, ale dalszych perypetii nie będę streszczał (a dzieje się sporo), by widzom nie psuć zabawy.
Są jeszcze doktor (Andrzej Grabarczyk), który martwi się o nadużywającego wina Jacques’a, i sąsiad, właściciel księgarni (Jacek Łuczak), powiernik ważnej tajemnicy. Świetne, dowcipne dialogi, gra aktorska na najwyższym poziomie i ciepły obyczajowy humor to składniki teatralnego dania, które w tę mroźną zimę rozgrzewają nawet ponuraka i powodują, że przedstawienie ogląda się z najwyższą przyjemnością.
„Degustacja” to polska prapremiera francuskiego hitu nagradzanego na festiwalach teatralnych, którego autorem jest Ivan Calbérac (polski przekład: Witold Stefaniak). Nie jestem pewien, czy taki gatunek jak „ambitna komedia romantyczna” w ogóle istnieje, ale właśnie z czymś takim mamy w wypadku „Degustacji” do czynienia.
W każdej sztuce tego typu miłość początkowo skazana na porażkę triumfuje i niby domyślamy się, jakie będzie jej zakończenie, ale zawsze trzymamy kciuki za bohaterów, by się udało, bo lubimy dobre zakończenia. Jest trochę gorzko, nieco słodko, ale najważniejsze, że nie jest ckliwie, a kicz ma w tym przedstawieniu zdecydowanie wychodne.
W spektaklu sporo się mówi o winie i piciu wina, trochę się degustuje, trochę pije, aż widzowie nabierają ochoty, by razem z aktorami zakosztować tych cudnych sfermentowanych winogron, ale czy w spektaklu, którego akcja toczy się w winiarni, a na dodatek we Francji, może być inaczej? Na szczęście jest też ostrzeżenie w postaci zawału orędownika picia, co można uznać za poczciwe otrzeźwienie autora dramatu, widownia zaś trzeźwieć nie musi, gdy teatr upija się sukcesem.