Policjanci przyjechali, zabezpieczyli ślady i wydali zdawkowy komunikat. Do opinii publicznej przebił się jednak inny – opublikowany w sieci kilka godzin później przez domniemanego sprawcę. Na dwóch filmikach adwokat kierowca wystosował apel: „Uświadommy sobie, kochani, bo wszyscy mówią, że nadmierna prędkość, że brawura, że telefony komórkowe, że pijani kierowcy [stanowią główne przyczyny wypadków – przyp. autora]. Ale zapominamy o tym, że po naszych drogach poruszają się trumny na kółkach. I to była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach. I między innymi dlatego te kobiety zginęły. One [leciwe samochody – przyp. autora] są przerzucane do nas, bo ludzie sobie kupią: O, fajnie, kupiłem sobie auto za 3 tysiące! No i co, cieszysz się, że kupiłeś sobie auto za 3 tysiące? A nie lepiej wziąć kredyt, pożyczyć od kogoś kasę, poczekać, uzbierać i kupić auto bezpieczne? Zastanówmy się nad tym naprawdę!”. Słowem: ofiary są same sobie winne, że zginęły. Chyba żadna inna publiczna wypowiedź czynnego adwokata nie zaszkodziła wizerunkowi polskiej palestry tak jak ta. Filmy obejrzały miliony ludzi w całym kraju.
Z szacunku do oskarżonego
Dwa zespoły biegłych, bazując na śladach z miejsca zderzenia oraz danych z czarnej skrzynki mercedesa, nie miały wątpliwości, że adwokat zjechał na przeciwległy pas ruchu i to on odpowiada za spowodowanie wypadku. Audi miało ledwie kilka dni wcześniej zrobiony przegląd techniczny, a kierująca nim nie miała czasu na reakcję – wszystko zdarzyło się w kilka sekund. A jednak już podczas śledztwa pojawiły się pierwsze wątpliwości poszkodowanych dotyczące traktowania podejrzanego. – Przede wszystkim nie zabrano mu prawa jazdy do czasu wyroku, lecz jedynie – tu cytat – „zobowiązano do powstrzymywania się od kierowania pojazdami” – podkreśla Karol Rogalski, pełnomocnik bliskich ofiar. – Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tak dziwną konstrukcją.
Kolejne wątpliwości pojawiły się podczas procesu w olsztyńskim sądzie. Obrona domagała się od biegłych, by kategorycznie orzekli, czy ofiary miały zapięte pasy bezpieczeństwa, choć w ich opinii był zapis o obrażeniach charakterystycznych dla osób z zapiętymi pasami. O zapiętych pasach wspominał też policjant, który pierwszy przyjechał na miejsce wypadku. Mimo to sędzia dodatkową opinię zleciła. Wynik nie był zaskoczeniem: kobiety jechały w pasach. – Mieliśmy też nieodparte wrażenie, że sędzia była w stosunku do nas oschła i twarda, a w stosunku do Pawła K. wręcz naduprzejma – mówi Karolina Terepora, córka jednej z ofiar. Kiedy prawnik nie pojawił się w sądzie w jednym z ostatnich terminów rozprawy (oskarżony nie ma takiego obowiązku), sędzia przerwała proces. – Po trzech latach procesu byłoby brakiem szacunku dla oskarżonego i jego obrońców uniemożliwienie wygłoszenia mów końcowych – argumentowała. W końcu w kwietniu zeszłego roku ogłosiła wyrok. Uznała Pawła K. za winnego umyślnego spowodowania śmiertelnego wypadku i skazała go na 2 lata więzienia, 5 lat zakazu prowadzenia pojazdów i zobowiązała do wypłaty od 5 do 30 tys. zł nawiązki bliskim ofiar. Wyrok nie zadowolił nikogo. Dla rodzin ofiar był zbyt łagodny. Oskarżony adwokat chciał zaś uniewinnienia, bo do końca zapewniał, że nie zjechał ze swojego pasa ruchu i to Audi zajechało mu drogę.
Subskrybuj