Dożywocie – taka kara grozi Dawidowi K., który przed sądem landowym w Cottbus (wschodnie Niemcy) odpowiada za zabójstwo policjanta w celu ukrycia przestępstwa. W tej sprawie dwie niemieckie prokuratury nie mogły się ze sobą porozumieć i K. może nie ponieść odpowiedzialności za zabicie funkcjonariusza. Cała sprawa ujawniła kulisy funkcjonowania poważnego polskiego gangu złodziei samochodowych grasującego za naszą zachodnią granicą.
Śmiertelny rajd
Był wtorek 7 stycznia 2025 roku. W późnych godzinach rannych na policję zadzwonił zdenerwowany mieszkaniec miejscowości Hildesheim w Dolnej Saksonii. Poinformował, że przed chwilą z parkingu skradziono mu nowoczesny samochód. Oficer dyżurny natychmiast uruchomił przewidzianą na takie przypadki procedurę. Zanotował numer rejestracyjny i wprowadził go do systemu. Dzięki temu system monitoringu miejskiego szybko zlokalizował skradzione auto. Jakby tego było mało, chwilę później samochód i jego kierowca zostali sfotografowani przez fotoradary na autostradzie prowadzącej w stronę Lipska. Wszystko dlatego, że K. – siedzący za kierownicą – wyraźnie przekroczył dozwoloną prędkość. Oficer dyżurny zorientował się, że samochód pędzi na wschód, i doszedł do wniosku, że złodziej chce jak najszybciej przekroczyć polską granicę (później potwierdziło to śledztwo). Ogłoszono alarm dla załóg patrolujących autostradę. Pędzący K. zignorował nakaz zatrzymania się, a potem nieoczekiwanie zjechał z autostrady na obwodnicy Lipska i popędził zwykłą drogą w stronę granicy. Po krótkich konsultacjach niemiecka policja postanowiła zablokować drogę – zadanie to powierzono specjalnej jednostce policji z Drezna zajmującej się zwalczaniem przestępczości samochodowej.
Subskrybuj