– Gdy pada hasło Adrian z „Ucha Prezesa”, to każdy od razu wie, że będzie zabawnie.
– Tak wyszło i nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć (śmiech).
– Od czego wszystko się zaczęło?
– Od marzeń. Odkąd pamiętam, chciałem zostać aktorem. To brzmi banalnie, ale to prawda. Szkoły kończyłem w rodzinnym Zgorzelcu, ale wcale nie byłem orłem. Przez chwilę rodzina nawet chciała, żebym został weterynarzem. Cały czas ciągnęło mnie jednak do aktorstwa. W szkole średniej byłem w kółku teatralnym, a potem studia. Skończyłem Akademię Teatralną w Warszawie.
– Przed naszym spotkaniem oglądałem twoje stare zdjęcia. Grasz m.in. w sztuce „Wyzwolenie – próby według Stanisława Wyspiańskiego”.
– Tak. 2007 rok. Teatr Polski. Kilka lat później musiałem się pakować, bo mnie z tego teatru wywalili. Przyszedł Andrzej Seweryn, nowy dyrektor, i stwierdził, że muszę odejść. Mówił, że reżyserzy nie obsadzają mnie w swoich spektaklach, a on nie ma na to wpływu.
Subskrybuj