R E K L A M A
R E K L A M A

Sylwester w Szwajcarii zakończony tragicznie. Pożar w Crans-Montana

Co najmniej 47 osób zginęło, a około 115 zostało rannych w wyniku eksplozji i pożaru w noc sylwestrową w kurorcie Crans-Montana w południowej Szwajcarii. Władze wykluczają atak i wprowadziły stan wyjątkowy.

Fot. X

Ranni w wyniku pożaru

Do tragedii doszło w noc sylwestrową około godziny 1.30 w Crans-Montana, gdzie w wyniku eksplozji i pożaru zginęły osoby, a wielu poszkodowanych odniosło obrażenia. Początkowo informowano o 10 ofiarach śmiertelnych i 10 rannych, jednak bilans szybko wzrósł. Teren zdarzenia został odgrodzony, a nad kurortem wprowadzono strefę zakazu lotów.

Z dostępnych informacji wynika, że w nocy doszło do jednej lub kilku eksplozji, po których wybuchł pożar. Wstępne ustalenia wskazują, że do wybuchu mogło dojść w barze La Constellation, a prawdopodobną przyczyną było użycie materiałów pirotechnicznych. W chwili zdarzenia w lokalu przebywało około 100 osób, choć mógł on pomieścić znacznie więcej gości. Do transportu rannych zaangażowano kilka śmigłowców oraz liczne zespoły pogotowia ratunkowego, w tym karetki wysłane z pobliskiego Sionu.

Lekarz z ratunkowych sił powietrznych poinformował na antenie telewizji RTS, że szpitale są przepełnione poszkodowanymi z ciężkimi obrażeniami oparzeniowymi.

Polski MSZ pozostaje w stałym kontakcie ze szwajcarskimi służbami konsularnymi, sprawdzając, czy wśród ofiar są obywatele RP, a podobne działania prowadzą też inne kraje; wiadomo, że wśród poszkodowanych są cudzoziemcy, w tym obywatele Francji.

To nie był zamach

Choć oficjalna przyczyna tragedii nie została jeszcze ustalona, dla prokuratury kluczowe znaczenie będą miały relacje świadków. Dochodzenie prowadzą władze kantonu Valais, a prokuratorka generalna Beatrice Pilloud zaznaczała wcześniej, że na jednoznaczne wnioski jest jeszcze za wcześnie i że wejście ekspertów do zniszczonego budynku wymaga odpowiednich przygotowań. Jednocześnie zdecydowanie wykluczono możliwość zamachu terrorystycznego.

Jeden ze świadków miał stwierdzić:

Kelnerki niosły butelki szampana z zimnymi ogniami i trzymały je blisko sufitu, co spowodowało pożar.

Drugi z kolei relacjonował:

Jedna kelnerka stała na ramionach drugiego kelnera, a butelka i iskry znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od sufitu.

Z relacji świadków wynika także, że w krótkim czasie sytuacja stała się nie do opanowania — po zajęciu się ogniem sufitu w ciągu kilkunastu sekund całe wnętrze klubu nocnego stanęło w płomieniach, co wywołało panikę i zmusiło ludzi do ucieczki na zewnątrz, skąd widzieli szybko rozprzestrzeniający się pożar.

2026-01-02

SJS na podst. Salon24, Onet