Reżyser Nolan jest na z góry wygranej pozycji: do Itaki żaden Odys nie wróci, bo Itaki już nie ma. Do oryginału i do Homera wrócić nie można, bo to jest przecież zawarte w samym przesłaniu i założeniu. No więc, hulaj dusza, Hadesu nie ma.
Film Nolana zaskakująco dobrze się broni, choć naturalnie to, że greccy herosi mówią OK, odbiera im powagę bardziej nawet niż to, że z każdego lądu, na który zawiną, czym prędzej biegiem uciekają na swój okręt. Jednak film jest przecież o ich życiowej klęsce; wielkiej pomyłce, którą brali za jakiś swój cel i fałszywy azymut. Bezładne miotanie się ich po morzu – głównie w celu rabowania i niszczenia – jest jakimś ponurym symbolem ludzkiego losu. Najbardziej przejmująca scena zawinięcia Odyseusza do krainy umarłych, gdzie na brzeg wychodzą setki tysięcy poległych, dla kuracjuszy leżących nad Morzem Śródziemnym może stać się niezłą traumą: piękna jego woda jest cmentarzyskiem całych pokoleń żeglarzy.
Subskrybuj