Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało informację o zorganizowaniu ewakuacyjnego lotu z wyspy do saudyjskiej Dżeddy, obsługiwanego przez jemeńskie linie lotnicze Yemenia. Jednocześnie jeden z polskich turystów uwięzionych na Sokotrze wraz z innymi rodakami mówi w rozmowie z Onetem o panującym tam ogromnym chaosie.
Według relacji polskiego turysty, w środę, zgodnie z wcześniejszymi obietnicami MSZ, 7 stycznia do Dżeddy odleciał samolot z grupą około 20 Polaków. Jak wyjaśnia pan Łukasz, nie wszyscy się do niej załapali – on sam również nie znalazł się wśród tej grupy. Powodem miało być wcześniejsze sporządzenie listy osób lecących, a następnie chaotyczne działania przedstawicielki linii lotniczych, która zaczęła sprzedawać bilety poza ustaloną kolejnością.
Słony koszt powrotu
Sytuację dodatkowo skomplikował fakt, że lot miał charakter komercyjny, co oznaczało konieczność samodzielnego opłacenia biletów przez pasażerów. Jak relacjonuje rozmówca Onetu, większość turystów przebywających na Sokotrze nie dysponowała odpowiednią ilością gotówki. Problemem była również ograniczona możliwość jej wypłaty – na wyspie funkcjonuje tylko jeden bankomat.
Rozmówca zwraca uwagę na bardzo wysokie koszty związane z opuszczeniem wyspy. Poza ceną samego biletu lotniczego dochodzi jeszcze konieczność samodzielnego zorganizowania dalszej podróży do Polski, co oznacza wydatek rzędu od 1,5 do 4 tys. zł.
Niejasne pierwszeństwo
Polski turysta wyjaśnia, że pierwotnie pierwszeństwo na liście pasażerów dzisiejszego samolotu miały osoby, których loty zostały odwołane 2 stycznia. W praktyce jednak na pokład mieli trafić głównie pasażerowie dysponujący odpowiednią ilością gotówki. Wśród nich znalazły się również osoby, których anulowane loty były zaplanowane na późniejsze terminy.
Z informacji, do których dotarł pan Łukasz, wynika, że gubernator Sokotry przygotował listę około 600 turystów różnych narodowości wraz z planem ich wyjazdu z wyspy. Do tej pory nie przedstawiono jednak oficjalnego harmonogramu lotów. Wiadomo jedynie, że polska grupa może zostać podzielona na dwa, a nawet trzy oddzielne wyloty.
Trudne warunki
Polski turysta podkreśla, że warunki, w jakich oczekują na możliwość powrotu, są bardzo trudne. Większość osób nocuje w namiotach poza miastem, a tylko nieliczni zdołali znaleźć schronienie w prowizorycznych hostelach zbudowanych z blaszanych kontenerów.