Rafał S., ps. Szkatuła (w tym roku skończy 52 lata) jest już formalnie człowiekiem w pełni rozliczonym z wymiarem sprawiedliwości. 9 kwietnia br. zamknęła się za nim brama warszawskiego więzienia, w którym przebywał nieprzerwanie od wiosny 2011 roku. Elegancko ubrany S., z telefonem komórkowym przy uchu, wsiadł do samochodu, który czekał na niego przed więzienną bramą, i odjechał w sobie tylko znanym kierunku. Dla policji i prokuratury od tego momentu jest już jednym z wielu byłych skazańców wracających do normalnego życia. Formalnie nie ma powodu, by interesować się jego życiem.
Pełny szacunek
– Za kratami „Szkatuła” cieszył się pełnym poważaniem – ujawnia funkcjonariusz Służby Więziennej (dziś na emeryturze), który miał do czynienia z legendarnym gangsterem. – Nikt nie powiedział ani jemu, ani o nim złego słowa, nikt nie miał odwagi na niego donieść. Pieniędzy mu nie brakowało. Zamawiał sobie z kantyny to, co było najlepsze, koledzy z wolności przysyłali mu paczki z tym, o co prosił. Jak na więzienne standardy, żył jak król. Znany gangster unikał konfliktów z funkcjonariuszami, nie wdawał się w awantury. – Spędzał czas na czytaniu książek, nawiązywaniu kontaktów z innymi osadzonymi, na siłowni – wspomina nasz rozmówca. – W ogóle nie sprawiał problemów.
Subskrybuj