Mariusz S. wyszedł z namiotu, ale nikogo nie zauważył. Po chwili jednak usłyszał wołanie o pomoc. Wówczas zobaczył nagiego mężczyznę, który panicznie biegał wokół stawu. Wyglądał na zszokowanego. Miał też powiedzieć, że utonął jego samochód, w którym była jego partnerka. Wędkarz natychmiast zadzwonił pod numer alarmowy.
Postój bez ręcznego hamulca
Kiedy przyjechała policja ze strażą pożarną i wyciągano z wody auto, Andrzej J. zachowywał się nadal bardzo nerwowo. Zdaniem jednego z policjantów był oszołomiony i „chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje wokół”.
Przedstawił jednak od razu swoją wersję zdarzenia.
– Po południu przyjechałem nad wodę ze swoją partnerką Anetą H.M. nad staw, bo mieliśmy biwakować i łowić ryby. Piliśmy też alkohol. Samochód zaparkowałem przodem do wody w odległości około 10 metrów od zbiornika. Około północy poszliśmy spać do auta: ja leżałem na rozłożonym fotelu kierowcy, ona obok mnie. Obudziłem się jakoś tak nad ranem, bo poczułem, że w samochodzie jest woda. Nie wiedziałem, co się dzieje, i instynktownie zacząłem szarpać swoją partnerkę, ale się nie obudziła. Kiedy woda dochodziła już do wysokości połowy szyb, złapałem Anetę za rękę i otworzyłem drzwi od strony kierowcy. Kiedy już udało mi się wyjść, jej ręka wyślizgnęła mi się. I wówczas napór wody spowodował zamknięcie drzwi. Dopłynąłem do brzegu…
Subskrybuj