Polityka jest poligonem do testowania siły rażenia swojej narracji. Oto media obiegły zdjęcia, gdy zapytany przez dziennikarza Karol Nawrocki zwraca się doń w prezydenckim stylu: – Wyłączyć ci, gnoju, prąd? Nie słucha pytającego, atakuje go, okazuje dominację. No, wykapany Trump! Nikt nie pamięta pytania, zostaje w pamięci obraz agresywnego polityka, do którego należało ostatnie słowo w tym starciu. Tu tkwi sens tego zwrotu! Nie ma znaczenia, czy jeden z drugim ma rację. W ogóle nie chodzi o rację czy fakty. Ostatnie słowo należy zawsze do tego, kto je wykrzyczy. I zostanie zapamiętany.
Mimo że prawicowa opozycja żali się od lat na nieprzychylne jej liberalne media, w przestrzeni narracyjnej to opozycja dławi rządzących. Wynika to z faktu, że opozycja ma łatwiej, bo łatwiej jest krytykować, ganić i pouczać, niż odzywać się merytorycznie, wychodzić z inicjatywą czy przyznać rację oponentowi. Mamy zatem w Polsce sytuację, w której najgłośniejsze są opinie krytyczne i bardzo krytyczne, bez znaczenia, czy słuszne, mądre albo racjonalne. Prawica to cynicznie wykorzystuje, ale to jej zbójeckie prawo. Dlaczego tak się dzieje? Bo rządząca koalicja od początku utknęła w fatalnym przekonaniu, że przeciwstawiać się nikomu nie musi, bo ma rację! Kilkanaście miesięcy Tusk udawał rzecznika rządu, zużywając własną pozycję jako premiera. Zmuszony przez media do powołania rzecznika wreszcie ustąpił i tak pojawił się poseł Szłapka, który jaki jest, każdy widzi. Impas komunikacyjny trwa.
Subskrybuj