R E K L A M A
R E K L A M A

Co kto chce przez to powiedzieć [FELIETON OGÓRKA]

Starania o to, aby prezydent poparł ograniczanie pewnych treści w internecie, zaczęto od jak najgorszej strony: od namawiania go, aby nie mogły się tam ukazywać jego zdjęcia bez koszulki. Sądzę, że nie tylko nie ma nic przeciwko temu, ale samemu by je tam wrzucał: nie po to tak się namęczył na siłowni, aby tego nikt nie widział. Trudno oprzeć się wrażeniu, że najchętniej wystąpiłby tak na pielgrzymce kibiców na Jasnej Górze w realu, a w ten sposób przynajmniej może osiągnąć taki efekt za pomocą nie swojej – bo sztucznej – inteligencji.

Fot. Pixabay

Prezydent Nawrocki, sprzeciwiając się kontroli internetu, równocześnie zamierza zabronić propagowania tam „banderyzmu”: czy w takim razie Stefan Bandera mógłby być pokazywany w samych gaciach, czy i to byłoby jego propagowaniem? A, zdaje się, był dość cherlawy, więc jemu by się to nie przysłużyło.

Ograniczenia swobody w internecie w ogóle polegają na razie na tym, aby chronić osoby publiczne, czyli to nic nowego, tylko kolejny akt potwierdzenia ich szczególnej pozycji. Nic nie wygląda gorzej od tego, że we Francji skazano jakichś internautów za wypisywanie złych rzeczy o żonie prezydenta Macrona i na tym ściganie nadużyć zawieszono: czyż nie potwierdza to wszystkich obaw, że taka kontrola zaprowadzana jest po to, aby stawała w obronie osób i bez tego dostatecznie wpływowych?

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-01-31

Michał Ogórek