Mieszkam w samym środku trójkąta, w którym rozstrzygną się w najbliższych latach losy Polski. 200 metrów od mojego domu jest centrum decyzyjne Polski, czyli Kancelaria Premiera. Za rogiem siedziba Prokuratury Okręgowej, przed którą regularnie widzę przesłuchiwanych – zaraz po albo tuż przed – polityków PiS. 300 metrów ode mnie mieści się siedziba Trybunału Konstytucyjnego, w którym mogą się rozstrzygnąć losy polskiej praworządności. A więc baza Tuska, epicentrum rozliczeń i bastion pisowskiego bezprawia, taki jest nasz/mój/polski Trójkąt Bermudzki.
Z góry wyznam, bo to tu ważne, że jestem konserwatystą i nie lubię rewolucji. Uważam, że rewolucje, nawet jeśli historycznie uzasadnione, przynoszą zwykle więcej złego niż dobrego. Gilotyna i plutony egzekucyjne, czego dowiodły rewolucje francuska i bolszewicka, działają bezmyślnie plus ryczałtowo i częściej są narzędziem przemocy niż sprawiedliwości.
Subskrybuj