Pod koniec lutego konkubina zaprosiła Marcina na spacer. Kiedy wracali, oznajmiła mu, że on już nie mieszka u niej, bo „panowie właśnie wymieniają zamki”. I rzeczywiście tak się stało. Kiedy młodsza córka wróciła ze szkoły, została potraktowana bardzo brutalnie. Było zimno, a nie pozwolono jej zabrać nawet kurtki. Marcin musiał za ostatnie pieniądze kupić jej jakieś ubranie, żeby mogła nadal chodzić do szkoły. Ich rzeczy, w tym laptop, który służył córce do nauki, pozostały w mieszkaniu.
Tymczasem kobieta, która tak bezwzględnie postąpiła ze swoim partnerem i jego córkami, wyjechała na wakacje do Afryki. Pierwszą noc ojciec z córkami spędził w samochodzie. Była sobota i nie mieli innej opcji. Potem wynajął na kilka dni pokój po cenie wolnorynkowej. Ale wkrótce zabraknie mu pieniędzy i będziemy mu szukać jakiegoś miejsca w placówce dla ofiar przemocy domowej.
Młodsza córka z powodu choroby ojca straciła już jeden rok szkoły. Teraz jednak znowu przynosiła dobre stopnie i przygotowywała się do egzaminu ósmoklasisty. Kontynuowanie nauki w tych warunkach będzie trudne.
Jesteśmy umówieni z burmistrzem, aby prosić o szybką pomoc mieszkaniową. Będziemy robić, co w naszej mocy, żeby niepełnosprawny ojciec i jego dwie córki przetrwali jakoś ten koszmar.
Były mąż pani Jadwigi sprzedał mieszkanie, w którym przebywają jego była żona i dwie córki. Sprzedał je, jak się wyraził, komuś, kto wie, co z nim zrobić. I pewnego dnia przed drzwiami mieszkania pojawili się panowie z wiertarkami i zmienili zamki. Na szczęście lokatorka miała kontakt z jedną z działaczek Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, która doradziła jej przywrócenie sobie samowolnie odebranego posiadania. Już trzy razy czyściciele zmienili zamki, a ona za każdym razem wołała ślusarza i odpierała ataki. Wzywana policja stwierdzała, że nic nie poradzi; i tylko policjantka doradziła nieszczęsnej kobiecie, żeby sobie kupiła gaz. Próbujemy interweniować na wyższym szczeblu w policji. Bo żeby kogoś wyeksmitować, trzeba mieć wyrok eksmisji i przyjść z komornikiem, a nie z karkami zaopatrzonymi w wiertarkę. Zresztą bandyci są tego świadomi, bo kiedy pojawia się policja, zwijają sprzęt i czym prędzej się oddalają. A były mąż robi to złośliwie, ponieważ nie może się pogodzić z rozwodem.