O nieprawidłowościach poinformował młody prawnik Łukasz Korzeniowski. Nie pracuje już w BRPD, domaga się jednak zadośćuczynienia i przeprosin. „Do Rzeczy” informuje, że w Biurze toczy się wewnętrzna procedura antymobbingowa, skierowana właśnie przeciwko… Korzeniowskiemu. Monika Horna-Cieślak odpiera zarzuty i kategorycznie zaprzecza, aby w kierowanej przez nią instytucji dochodziło do takich sytuacji, a ona sama stała się obiektem nagonki. Grupa obecnych pracowników Biura Rzecznika Praw Dziecka przesłała do TVN list w obronie swojej szefowej: „Czytamy doniesienia medialne o miejscu, w którym pracujemy każdego dnia, i czujemy się w obowiązku powiedzieć wprost: nie zgadzamy się z obrazem, który został przedstawiony! To nie jest miejsce, które znamy i w którym pracujemy! Nasze doświadczenia są zupełnie inne”.
Monika Horna-Cieślak:
„Objęłam urząd w tragicznym stanie organizacyjnym. Sytuacja była dramatyczna. Na początku mojej pracy otrzymałam negatywny raport NIK za kadencję mojego poprzednika. W raporcie wskazywano na fikcyjne wykonywanie obowiązków. Musiałam podjąć określone działania, aby urząd działał prawidłowo na rzecz osób najważniejszych – dzieci. Żaden pracodawca nie może zagwarantować, że nie będzie żadnych zwolnień. Odkąd objęłam urząd, dostałam dwa raporty NIK, oba były pozytywne. To jest odpowiedzialna i wymagająca praca. Na rekrutacji mówimy, że praca na rzecz dzieci w trudnej sytuacji to nie jest praca dla każdego”.
Łukasz Korzeniowski, prawnik:
„Nie było mi łatwo opowiedzieć, bo o złym traktowaniu w pracy, które nas spotyka, nigdy nie jest. Uznałem jednak, że trzeba. Bo to dotyczy nie tylko mnie. Ale wielu pracowników”.
Monika Rosa, posłanka KO, przewodnicząca Komisji ds. Dzieci i Młodzieży:
„Pracę na rzecz dzieci oceniamy bardzo dobrze, ale pozostaje kwestia tycząca się tego, w jaki sposób funkcjonuje instytucja i w jaki sposób traktowani są pracujący tam ludzie. Myślę, że w artykułach, które zostały opublikowane, pada dosadne i ważne pytanie, to znaczy czy instytucja, która w ten sposób prawdopodobnie traktuje pracowników, będzie dobrze działać dalej. I to jest też dla nas kluczowe pytanie. Mobbing, który był opisywany, budzi duże obawy i powinniśmy to wyjaśnić”.
Szymon Jadczak, dziennikarz:
„Rzeczniczka Praw Dziecka (ta od afery z lodami za czerwony pasek) powinna dbać o dobro polskich dzieci, a nie umie zadbać nawet o dobro swoich pracowników. Jej podwładni zgłaszają myśli samobójcze, wyczerpanie, załamania nerwowe z powodu atmosfery panującej w biurze. Ludzie odchodzą z pracy, idą na zwolnienia lekarskie albo płaczą po kątach w biurze z powodu koszmarnej atmosfery. Część pracowników poszła do sądu z pozwami o mobbing. Jeśli Monice Hornej-Cieślak naprawdę zależy na dzieciach, to po tym tekście poda się do dymisji. Nikt już jej nie zaufa, nikt rozsądny nie będzie chciał u niej pracować. A bez tego jej praca nie ma sensu. No, chyba że nie chodzi o dzieci, tylko o jej ego…”.
Tomasz Trela, poseł Lewicy:
„Jeżeli takie nieprawidłowości są, a nie mam powodu, żeby nie wierzyć, że występują, to jest Państwowa Inspekcja Pracy i taka kontrola, i takie sprawdzenie powinno się odbyć. Każdy pracownik ma prawo do urlopu, odpoczynku. Nie wyobrażam sobie, żeby w instytucji publicznej nadmiernie wykorzystywać pracowników bez ich woli i bez ich zgody. Jeżeli były nieprawidłowości, to muszą zostać wyciągnięte konsekwencje. Nie ma absolutnie żadnych świętych krów. Jeżeli to się potwierdzi, jeżeli to będzie zweryfikowane, sprawdzone, to powinny być konsekwencje”.
Katarzyna Lubnauer, wiceministra edukacji:
„To musi zostać wyjaśnione, bo nie można działać na rzecz praw dzieci, jeżeli się nie przestrzega np. praw pracowniczych”.
Marcin Józefaciuk, poseł KO:
„Nie można również robić nagonki bez wyjaśnienia. Już MEN przysłużyło się w sprawie Kielna, kiedy to wydano wyrok przed sprawdzeniem prawdy”.
Kacper Kamiński:
„Rozumiem wiele zarzutów (słusznych) wobec Pani Rzecznik, ale o to, że pracy było za dużo? Oni poszli pracować czy się bawić? Obowiązki pracownicze trzeba wykonywać w pełni”.
Mateusz Sosnowski, zastępca redaktora naczelnego TVN24:
„Nie rozstrzygamy, kto ma rację. Zrobi to sąd. Pokazujemy relacje pracowników biura i pytamy Rzeczniczkę Praw Dziecka o zarzuty. W interesie publicznym sprawdzamy, jak działa instytucja mająca pomagać najsłabszym”.