Było około czwartej nad ranem, 25 października 2004 r. W starej kamienicy w centrum Sosnowca na klatce schodowej pojawił się kompletnie pijany Robert Z. – chwiał się, potykał, a z pleców ciekła mu krew. Zapukał do drzwi matki.
– Robert, jest czwarta rano… Co się stało?
– Sprzedali mi kosę w plecy, mamo… – wybełkotał i osunął się na podłogę.
Próbowała go podnieść, dopytywała, kto to zrobił, ale Robert nie był już w stanie odpowiedzieć – z ust płynęła mu krew. Wzięła go pod pachy i z trudem wyprowadziła z kamienicy. Nie miała telefonu, dlatego ruszyła z nim w stronę pobliskiego komisariatu. Po drodze Robert znów upadł, więc pobiegła po pomoc sama. Kiedy przyjechała karetka, było już za późno.
Tak ponad 20 lat temu zaczynałem prezentację tej sprawy w „Magazynie Kryminalnym 997”.
26-letni Robert Z. mieszkał w starej kamienicy przy ul. Żeromskiego w Sosnowcu, w tym samym budynku, co jego matka, która utrzymywała go ze swojej skromnej renty. Był żonaty, lecz od pewnego czasu żył w separacji; jak zapisano w aktach, małżonkowie nie mieli dzieci, a żona odeszła z powodu nadużywania przez niego alkoholu. Robert miał też konflikt z prawem – za drobne przestępstwa trafił na krótko do zakładu karnego. Po wyjściu nie pracował na stałe, podejmował jedynie dorywcze zajęcia, a większość zarobionych pieniędzy przeznaczał na alkohol.
24 października Robert wybrał się do miasta szukać złomu, który mógłby sprzedać, lecz szybko zrezygnował – inni zbieracze uprzedzili go i „wyczyścili” podwórka. Wrócił do domu, a gdy dopadł go głód, zajrzał do matki mieszkającej piętro niżej.
Po południu poszedł z Włodzimierzem do znajomego Andrzeja. Cała trójka zastanawiała się, jak zdobyć pieniądze na alkohol. Gospodarz zaproponował sprzedaż kilku płyt CD. Udali się więc na pobliski postój taksówek, lecz kierowcy nie byli zainteresowani. Wtedy na mężczyzn natknęła się matka Roberta idąca do kościoła – doszło do awantury, po której odeszła z płaczem.
Nie mogąc sprzedać płyt, poszli na melinę do Danki i tam wymienili je na pół litra spirytusu. Dołączył do nich znajomy o pseudonimie „Dziki” i cała czwórka przeniosła się do parku. Gdy wypili większość butelki, Robert zaczął ubliżać „Dzikiemu”, oskarżając go o donoszenie policji. Chciał go nawet pobić, ale „Dziki” uciekł.
Kiedy zapadł zmrok, pijani biesiadnicy opuścili park. Z późniejszych ustaleń wynika, że około północy sąsiad widział Roberta z Włodzimierzem i nieznanym mężczyzną w czerwonej kurtce. Włodzimierz – kompletnie pijany – odszedł do domu, a Robert z nieznajomym zniknęli mu z pola widzenia.
Analiza materiałów pokazała, że trudno precyzyjnie odtworzyć, gdzie Robert Z. był tej nocy i z kim się kontaktował – zeznania jego kompanów były chaotyczne i często sprzeczne, co łatwo wytłumaczyć alkoholem. Wynikało z nich jedynie, że włóczył się w okolicy domu i w parku, gdzie spotkał jeszcze czterech znajomych. Pili razem, a w pewnym momencie Robert sprowokował kłótnię na tle – można powiedzieć – politycznym, głośno przekonując, że Andrzej Lepper powinien zostać prezydentem. Towarzystwu się to nie spodobało i chciało go pobić, lecz było zbyt pijane. Robert uciekł.
Niedługo później pojawił się na ul. Racławickiej, niedaleko domu. Przy zaparkowanym Cinquecento stało trzech młodych mężczyzn. Jeden z nich podszedł do Roberta i rzucił:
– Ty zrobiłeś mi krzywdę w kryminale, schowałeś mnie do wora – za to cię zabiję.
Po takim dictum długo nie trzeba było czekać – zaczęła się regularna bójka. Obaj upadli na ziemię, a napastnik był górą i porządnie skopał Roberta. Pewnie Państwo sądzą, że były to jego ostatnie chwile. Otóż nie. Według świadków to pobicie nie miało poważniejszych skutków… i mężczyźni po prostu się rozeszli. Świadkiem zajścia był znany nam już Włodzimierz. Zapamiętał jeszcze, że Robert namawiał go, by pojechali taksówką do Końskich, gdzie mieszkał jego kuzyn, choć nie mieli zamiaru płacić za kurs. Do wyjazdu nie doszło.
Około czwartej nad ranem zakrwawiony Robert dowlókł się do kamienicy i zapukał do matki. Ciąg dalszy tej historii znamy. Robert zmarł, nie zdążywszy powiedzieć, kto go ugodził.
Wiesz coś o tej zbrodni – pisz: rzecznik@ka.policja.gov.pl