R E K L A M A
R E K L A M A

Umierający język, żywa pamięć. Opowieść z Łużyc

Był rok 2005, kiedy przyjechałem do Zielonej Góry, do pracy w „Gazecie Lubuskiej”. Nowy region, nowi ciekawi ludzie. Już wówczas włóczyłem się po przygranicznych, polsko-niemieckich terenach, a było to jeszcze przed przystąpieniem Polski do strefy Schengen, przekraczanie granicy nie było takie proste jak obecnie. Dwa lata później można było już wędrować po obu stronach Nysy Łużyckiej i Odry bez przeszkód. Jeden z redakcyjnych kolegów, Dariusz Chajewski, znakomity reporter i znawca historii tych ziem, powiedział: – Za bardzo nie licz na to, że usłyszysz po polskiej stronie „Kak so mas” albo „Serbŝcina je wjele krasna” (a język łużycki jest bardzo piękny). I miał rację, nie usłyszałem tego ani w Gubinie, ani w innych mniejszych miejscowościach czy nawet w Zgorzelcu – język serbołużycki (dolny i górny) stopniowo umiera. – Serbołużyczanie, choć to Słowianie, po drugiej wojnie światowej zostali przez polskie władze komunistyczne uznani za Niemcow i wysiedleni, a ci, ktorzy zostali, utracili w większości tożsamość narodową i kulturową. Paradoksalnie po stronie niemieckiej wygląda to inaczej – dodał Darek. Chcieli własnego państwa, ale go nie dostali, zostali wypędzeni. Nie dali się zgermanizować. Ich przodkami byli Słowianie połabscy. 

Most w Guben /Fot. Maciej Wilczek

W Cottbus (Chóśebuz), Bautzen (Budyšin) Serbołużyczanie i Niemcy są sąsiadami od dawna. Nawet znaki drogowe czy drogowskazy są w dwóch językach: niemieckim i serbołużyckim. Wiele szkół, grup teatralnych kultywuje kulturę serbołużycką. W Niemczech mieszka około 60 tysięcy tej mniejszości, w Polsce nieco ponad 100 osób.

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-09-20

Maciej Wilczek