Pośród bankierów i liderów przyjeżdżających do Szwajcarii głównie po to, by nie powiedzieć niczego zobowiązującego, Donald Trump powiedział bardzo dużo. I z pełnym przekonaniem, że historia stoi po jego stronie. Najpierw była Grenlandia – strategiczny kawałek lodu. Potem przyszła kolej na pokój na świecie, który postanowił zaprowadzać po swojemu. Reszta państw musi teraz zdecydować, czy chce w jego działaniach uczestniczyć, czy się przed nimi bronić. Mark Carney, premier Kanady, przekonuje, że obrona ma sens: – Każdego dnia uświadamiamy sobie, że żyjemy w erze rywalizacji wielkich mocarstw. Że porządek oparty na regułach zanika. Że silni mogą robić, co mogą, a słabi muszą cierpieć, ile muszą (…). W obliczu tej logiki kraje mają silną tendencję do ulegania pokusom. Dostosowywania się. Unikania kłopotów. Liczenia na to, że posłuszeństwo zapewni bezpieczeństwo. Nie, nie zapewni.
Subskrybuj