Pierwszym Europejczykiem, który dotarł na Tahiti, był angielski kapitan Wallis (tak samo nazywał się jego rodak, autor znaku nieskończoności). Drugi, Francuz Bougainville, ochrzcił ją Nową Cyterą, czyli nową Wyspą Afrodyty, tym razem zrodzoną z piany Pacyfiku. I choć spędził na niej zaledwie kilka dni, to jego opowieść o miłosnych przygodach, jakie tu przeżył, zapoczątkowała tahitański mit ogrodu rozkoszy, gdzie akt seksualny jest prostą energią natury, bez obyczajowej hipokryzji i purytańskich nawyków, nieskrępowany cywilizacyjnymi normami. Najpierw akt dwóch przeciwieństw, później ewentualna więź uczuciowa.
Ten mit rozwijał się do czasu tzw. rewolucji seksualnej na Zachodzie, później stracił nośność, ale wciąż jest żywy. Legendarne vahiny, jak po tahitańsku nazywa się kobiety, w przewiewnych pareo, kwiatach tiare i czarnych perłach ciągle tańczą swój rytualny hymn miłości, tyle że na pokazach zorganizowanych dla turystów. Zwłaszcza w Papeete, stolicy 118 wysp pięciu archipelagów Polinezji Francuskiej, rozrzuconych na wodach Pacyfiku – na obszarze o powierzchni Europy.
Subskrybuj