Zaczęło się od tego, że w środę ok. 8.30 system bezpieczeństwa kontrolujący hiszpańską sieć kolei dużych prędkości uległ w okolicy Urdy awarii na odcinku 63 km. Zatrzymano sześć pociągów w rejonie późniejszego wypadku. Osiem minut później centrum sterowania przełączyło się na sterowanie ręczne i jego operator nakazał pociągom wznowienie jazdy. Jednak Iryo nie ruszył, bo zgłosił awarię systemu sterowania. Choć kontroler mógł zobaczyć na ekranie stojący pociąg, nakazał pociągowi AVE jazdę po tym samym torze. Kiedy AVE pokonywał 25 kilometrów dzielących go od Iryo, nie wydał jego maszyniście polecenia zatrzymania. Co więcej, wcześniej nakazał mu jazdę z pełną prędkością, podczas gdy protokół nakazuje, aby w takiej sytuacji, bez systemu komputerowego, jechać z tzw. prędkością widoczności (do 40 km/godz.). Śledczy uznali ten błąd za „niewytłumaczalny”. Pojawiła się informacja, że maszynista AVE nie chciał ruszać z powodu sygnału zabraniającego dalszej jazdy, ale operator polecił mu zignorowanie sygnału.
Subskrybuj