Jest wczesne popołudnie, piątek, święty dzień w islamie. Przez morze butów, bo w Turcji obuwie zdejmuje się przed wejściem do domu, brnę w stronę mieszkania sąsiadki. Jestem ostatnia, w obszernym salonie na kanapach siedzi już z dwadzieścia kobiet, których włosy zakrywają cienkie jak mgiełka chustki. Też dostaję taką od teściowej. Przykrywam głowę i wtedy zauważam panią domu. To moja sąsiadka, która dziś właśnie wyszła ze szpitala z noworodkiem w ramionach. Kuzynki i znajome spotkały się w tym kobiecym kręgu, by się modlić o pomyślność dla malucha. Jest z nami hoca – znawczyni Koranu. Zaczyna czytać stosowne sury świętej księgi, a śpiące dziecko przechodzi z rąk do rąk. Te kobiety, które nie zdążyły odwiedzić nowo narodzonego i jego mamy w szpitalu, przypinają mu do śpioszków złote monetki na małych agrafkach.
Subskrybuj