29 stycznia wieczorem Centrum Kennedy’ego w Waszyngtonie, przemianowane w grudniu ubiegłego roku na Centrum Trumpa-Kennyedy’ego, przypominało showroom luksusowej marki modowej, która postanowiła udawać świątynię sztuki. Czarno-biała scenografia, wszechobecne logo MELANIA, imię pierwszej damy nadrukowane na oknach, drzwiach, plakatach i – jak donoszą świadkowie – nawet na serwetkach koktajlowych. Na pokaz zaproszono wyłącznie wiernych i sprawdzonych. Na czarnym dywanie – nie czerwonym, bo taką wizję artystyczną miała Melania Trump – pojawili się członkowie amerykańskiej administracji, przyjaciele domu Trumpów, nieliczni celebryci oraz ojciec Melanii, Viktor Knavs. Zabrakło ludzi, którzy zazwyczaj psują dobrą zabawę niedyskretnymi pytaniami, czyli dziennikarzy. Reporterów „New York Timesa”, „Washington Post”, Associated Press, „Vanity Fair” i wielu innych mediów nie wpuszczono do sali. Zaszczytu wstępu dostąpiła natomiast ekipa skrajnie prawicowej telewizji One America News.
Subskrybuj