Milczenie, które pękło
Przez pierwsze tygodnie drugiej kadencji Trumpa Hollywood i wielki biznes obserwowały wydarzenia z dystansu. Ale Minneapolis zmieniło reguły gry. Elijah Wood stwierdził: – Bezprawne zastrzelenie obywateli w Minnesocie jest straszne. Nie możemy pozwolić, by to stało się normą. Olivia Wilde dodała: – Najgorsze jest to, że ktoś próbuje nam wmówić, że mamy się przyzwyczaić. Ludzie są mordowani, a my mamy to akceptować. Walton Goggins w mediach społecznościowych napisał: – To nie kwestia polityczna. To kwestia człowieczeństwa, konstytucji i tego, kim jesteśmy jako kraj. Edward Norton mówił o „nielegalnej armii federalnej przeciwko obywatelom USA”, zwracając uwagę, że do Minneapolis wysłano więcej agentów ICE i CBP, niż liczy cała policja miasta.
Popkultura – megafon gniewu
Do krytyki przyłączyli się artyści i muzycy, których głos ma ogromną wagę w opinii publicznej. Billie Eilish nazwała Alexa Prettiego „prawdziwym amerykańskim bohaterem”; Katy Perry wzywała obserwatorów do pisania do senatorów, a Ariana Grande opublikowała relację, w której nazwała sytuację „wewnętrzną okupacją”. Bella Hadid napisała na Instagramie: – Zlikwidować ICE. Ile jeszcze Ameryka ma znieść? To nie jest kraj, w który wierzyliśmy. Pedro Pascal, publikując grafikę z nazwiskami ofiar i hasłem wzywającym do ogólnokrajowego strajku, stwierdził: – Prawda jest ostatnią linią obrony przed autorytaryzmem. Naród amerykański ma prawo wiedzieć, co się stało w Minnesocie. Jamie Lee Curtis przyłączyła się, pisząc: – To byli Amerykanie! Zastrzeleni przez własne władze. Równie mocno głos zabrała Natalie Dormer: – Nie możemy siedzieć cicho, kiedy państwo strzela do ludzi. To jest moment, który definiuje naszą przyszłość jako narodu. Ta wypowiedź, wraz z innymi komentarzami artystów, pokazuje, że sprzeciw przestał być prywatnym odruchem – stał się ruchem społecznym.
Strach przed precedensem
Nie milczą również przedstawiciele świata biznesu i technologii. Byli menedżerowie Google’a i Microsoftu podpisali list otwarty, w którym ostrzegają: „Użycie federalnej siły wobec obywateli stwarza precedens, który może być wykorzystany przeciw każdej grupie społecznej”. – To, co dzieje się w Minneapolis, to nie jest polityka imigracyjna. To eksperyment z kontrolą społeczną – mówił w wywiadzie dla „The Hollywood Reporter” jeden z anonimowych prezesów startupów z Doliny Krzemowej. – Jeśli przejdzie to bez sprzeciwu, żaden obywatel nie będzie już bezpieczny przed represją.
Minneapolis jako ostrzeżenie
Demokracja nie jest gumą. Po przekroczeniu pewnego punktu nie wraca do pierwotnego kształtu. Minneapolis pokazuje, że Ameryka znalazła się bardzo blisko tej granicy. Sprzeciw z Hollywood, ze strony piosenkarzy, liderów branży technologicznej, celebrytów. Głos jest głośny, jednoznaczny i nie do zignorowania. – To moment, w którym musimy zadać sobie pytanie: czy wciąż jesteśmy krajem prawa, czy tylko państwem strachu? – podsumowuje Natalie Portman.
76-letni Bruce Springsteen w nowej balladzie zatytułowanej „Streets of Minneapolis” nie owija w bawełnę – wprost oskarża rząd o kłamstwa oraz tworzenie aparatu siły, który uderza w najsłabszych. O, nasze Minneapolis, słyszę twój głos Śpiewający przez krwawą mgłę Będziemy bronić tej ziemi i przybysza pośród nas W naszych domach zabijali i grasowali Zimą roku dwudziestego szóstego Pamiętać będziemy tych, którzy zginęli na ulicach Minneapolis – brzmi fragment piosenki.