R E K L A M A
R E K L A M A

Wojskowa cepelia. Firma Chronos-Praecision z Gorzowa

Chronos-Praecision z Gorzowa przed 31 laty wskrzesił dawną tradycję wojskowych sygnetów, odznak, medali jednostek wojskowych. Do tego doszły ryngrafy, zegary, figurki z Piłsudskim, metaloplastyczna galanteria, której nikt na taką skalę w kraju nie produkuje.

Fot. archiwum firmy

Andrzej Rewieński pochodzi z rodziny o wojskowych tradycjach. Jego przodkowie są oficerami już od dwustu lat.

– Zawsze chciałem być oficerem – wspomina pan Andrzej. – Nie przeszkadzało mi, że to było wówczas ludowe wojsko, bo innego nie było. Ojciec nie miał nic przeciwko temu, ale powiedział, że wcześniej powinienem zdobyć jakiś zawód. Skończyłem więc szkołę zegarmistrzowską. Zostałem czeladnikiem. W Gliwicach przez pewien czas pracowałem w Jubilerze, największej wówczas firmie złotniczo-zegarmistrzowskiej w Polsce. Potem ukończyłem w Toruniu Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Rakietowych i Artylerii im. generała Józefa Bema, a także filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim.

W wojsku Rewieński doszedł do stanowiska zastępcy dowódcy 12. Kołobrzeskiego Pułku Zmechanizowanego w Gorzowie. Był kapitanem na etacie podpułkownika. Awans na majora był w zasięgu ręki, ale pan Andrzej nie chciał czekać. W 1991 r. odszedł do cywila, bo jak powiedział, atmosfera w wojsku za bardzo „gęstniała”.

W Gorzowie otworzył zakład zegarmistrzowski, zatrudnił dwóch fachowców. Ale miał pecha. W Polsce i na świecie miała miejsce rewolucja technologiczna. Zegarki mechaniczne zaczęły być wypierane przez tanie kwarcowe.

– Nie wiedziałem, co robić. Nie chciałem zwalniać dopiero co zatrudnionych pracowników. Przed wojną różnego rodzaje odznaki, pamiątki związane z wojskiem były bardzo popularne. W PRL ta tradycja zanikła. Władze zasypywały obywateli setkami różnych resortowych medali, odznak, które nie miały żadnego prestiżu, w rodzaju „Zasłużony Pracownik Przemysłu Spożywczego i Skupu”. W armii Stanów Zjednoczonych są popularne różne sygnety. Zacząłem robić adresowane do wojskowych sygnety z orłem, logo pułku. Ogromna większość była ze srebra, znacznie mniejsza ze złota. Przeważnie miały napis: od dowódcy JW (jednostki wojskowej – przyp. autora) i dalej wygrawerowany był jej numer. To był strzał w dziesiątkę. Te sygnety były wręczane także na wyższym szczeblu dowodzenia, między innymi przez szefa Sztabu Generalnego generała Tadeusza Wileckiego. Sprzedałem ich ponad 15 tys., a może jeszcze więcej. Potem Urban w swoim piśmie wykpił ten pomysł, nazywając mój sygnet „pierwszym pierścionkiem Rzeczypospolitej”, co znacząco wpłynęło na zmniejszenie zamówień. Zacząłem więc robić sygnety z herbami szlacheckimi, bo w Polsce niemal co drugi człowiek twierdzi, że wywodzi się ze szlachty. Ale skala tej produkcji była zdecydowanie mniejsza.

Kolejna wielka rewolucja miała miejsce po wejściu Polski do NATO w 1999 r. Pracownia na dużą skalę zaczęła robić odznaki jednostek wojskowych, które są przeważnie wykonane z mosiądzu. Oficerskie zazwyczaj pokrywane są także emalią. Przed kilkoma dniami pan Andrzej wykonał partię odznak dla 1. Batalionu Czołgów 10. Brygady Kawalerii Pancernej im. gen. Maczka ze Świętoszowa.

Właściciel nie jest w stanie podać, ile zrobił ich przez ponad ćwierć wieku, ale zapewne kilkadziesiąt tysięcy.

– W armiach natowskich są bardzo popularne sporej wielkości emblematy z logo pułku lub brygady, które żołnierze otrzymują z okazji różnych świąt czy przy odejściu do cywila. Były one też wymieniane między dowódcami jednostek podczas natowskich ćwiczeń, tak jak wymieniają się proporczykami kapitanowie drużyn w grach zespołowych. Nasi dowódcy nic takiego nie mieli i ja zacząłem wypełniać tę lukę.

Do tego doszła, wywodząca się z polskiego rycerstwa, moda na ryngrafy, kształtem przypominające „tarczę amazonek”. Kolejnym przebojem stała się figurka Piłsudskiego na Kasztance, której sprzedano ponad 4,5 tys. sztuk.

Za pracę „Historia Polski
Orłami Oddana” w 2024 r.
Andrzej Rewieński został
nagrodzony Grand Prix
w konkursie „Pamiątka
z Polski”, ogłoszonym
przez ministra sportu i turystyki

Zarobić na Marszałku

– Przy opracowaniu projektu wzorowałem się na obrazie Wojciecha Kossaka. Miałem szczęście, że znalazłem odpowiedniego fachowca, który zrobił mi formy do odlewu. W Polsce żyje bardzo wielu sympatyków Marszałka, więc figurki z jego podobizną cieszą się dużą popularnością. Ja także mam ciepłe uczucia do Piłsudskiego, bo na jego podobiznach zarobiłem sporo pieniędzy.

Dużą popularnością cieszyły się i cieszą okolicznościowe zegary z postaciami zwierząt lub figurami znanych postaci (sam mechanizm zegara nie jest produkowany w firmie pana Andrzeja).

Dla wędkarzy zegar z rybą, który gra melodię „Wszystkie rybki śpią w jeziorze”.

Dla kawalerzystów z figurką konia i pozytywką odtwarzającą piosenkę „Hej, hej, ułani”.

Zegar z podobizną Piłsudskiego odgrywa „Pierwszą brygadę”.

Zegar z sarną jest adresowany do myśliwych, stąd grana przez niego melodia to „Pojedziemy na łów”.

Niestety, najmniejszą popularnością cieszył się zegar z Janem Pawłem II (wygrywający „Christus Vincit”). Na blisko 2 tys. sprzedanych zegarów zaledwie 15 było z podobizną papieża.

Większość figurek w pracowni została zrobiona ze stopu antymonu, bizmutu i cyny.

Dla Ukraińców Chronos-Praecision wykonał sporą partię magnesów oraz breloków z karykaturami Łukaszenki i Putina, którzy mają na głowie tarczę strzelniczą.

– Napisałem do ambasady rosyjskiej, że została mi partia breloczków z Putinem i chcę je sprzedać po okazyjnej cenie. Ale do dziś mi nie odpowiedzieli – śmieje się Rewieński.

3 października Beretta, jeden z najsłynniejszych na świecie producentów broni strzeleckiej, którego pistolety są na wyposażeniu armii Stanów Zjednoczonych, będzie obchodziła 500-lecie. Z tej okazji firma pana Andrzeja dostała od nich zlecenie na wykonanie ryngrafów i breloków do kluczy.

Klientami Rewieńskiego są praktycznie wszystkie służby mundurowe – od wojska, policji, Straży Granicznej po straż pożarną, rybacką i Kościół.

Wyroby Chronos-Praecision wymagają umiejętności grawerskich, plastycznych, odlewniczych, złotniczych.

– Dziś o dobrego pracownika, który nie miałby oczekiwań płacowych z kosmosu, jest coraz trudniej. Dlatego korzystam z umiejętności Ukraińców i Kubańczyków, którzy pracują w firmie Michała Sołowowa Barlinek SA.

Jak przystało na oficera i patriotę, pan Andrzej wydał też komiks: „Dla Eriki, czyli jak III Rzesza geszefty robiła”.

– Komiks w nakładzie 3,5 tys. był napisany po polsku i niemiecku. Rzecz oczywiście dotyczy byłej szefowej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach. To była zrobiona w dość luźnej formie polemika z jej kłamstwami. Muszę się pochwalić, że dostał on pozytywną recenzję w tygodniku niemieckiej Polonii „Samo Życie” pióra Henryka Martenki. Rozesłałem go do 40 działających w Niemczech organizacji polonijnych, wielu niemieckich polityków i redakcji.

Pracownia pana Andrzeja oferuje także… klucze do beczek. Żeby dobrze zakręcić dużą beczkę z tworzyw sztucznych, często trzeba dwóch ludzi. Używając tego klucza, może to zrobić nawet słaba kobieta.

Andrzej Rewieński był też właścicielem hotelu w Barlinku. Musiał go sprzedać, gdyż nikt z rodziny nie chciał go prowadzić.

– Jedna córka jest aktorką w Warszawie, druga businesswoman, a wnuka w ogóle to nie interesowało. Mimo że skończyłem 70 lat, nie zwalniam tempa. Zamówień mam sporo. Jedyny problem, że nie mam komu przekazać firmy, w którą włożyłem 35 lat życia. 

2026-02-15

Krzysztof Tomaszewski