23 i 24 lutego Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenia hydrologiczne związane z roztopami dla 14 województw. W ciągu zaledwie kilku dni temperatura w wielu częściach kraju wzrosła z kilkunastu stopni poniżej zera do wartości dodatnich. Towarzyszą temu intensywne opady deszczu, które dodatkowo przyspieszają topnienie śniegu. Hydrolodzy podkreślają, że właśnie połączenie tych dwóch czynników jest najbardziej niebezpieczne. Zamarznięta ziemia nie jest w stanie wchłonąć dużej ilości wody, co prowadzi do spływu powierzchniowego i lokalnych zalań dróg, posesji oraz pól uprawnych.
Woda podchodzi pod domy
W Małopolsce, na Podkarpaciu i Śląsku strażacy interweniowali już setki razy. Woda podchodzi pod zabudowania, zalewa piwnice i blokuje drogi. W wielu miejscowościach mieszkańcy nie zdążyli zabezpieczyć dobytku przed nagłym napływem wody. W województwie łódzkim, zwłaszcza w rejonie doliny Neru i Bzury, sytuacja również jest napięta. W Łodzi i okolicznych gminach służby monitorują poziom wód niemal bez przerwy.
Podtopienia dotykają nie tylko zabudowań, lecz także pól uprawnych. W wielu regionach woda stoi na łąkach i oziminach, co może oznaczać poważne straty. Rolnicy obawiają się, że jeśli woda utrzyma się kilka dni, zalana roślinność zgnije.
Również na Dolnym Śląsku IMGW informuje o podwyższonych stanach wody i lokalnych przekroczeniach progów bezpieczeństwa. Na Czarnej Wodzie w Rzeszotarach został przekroczony stan alarmowy. Dla zlewni Widawy i Orli wydano ostrzeżenie hydrologiczne drugiego stopnia.
Przekroczenia stanów ostrzegawczych zanotowano m.in. na Orli, Widawie, Kaczawie i Kwisie. Sytuacja jest stale monitorowana na kluczowych wodowskazach.
Lokalne budżety są obciążone
Samorządy deklarują gotowość do uruchomienia rezerw kryzysowych, choć wiele z nich podkreśla, że po ostatnich latach – pełnych susz, nawałnic i pandemii – lokalne budżety są mocno obciążone.
Strażacy, policja, wojsko i pracownicy zarządzania kryzysowego działają w trybie ciągłym. W wielu miejscach wprowadzono dyżury całodobowe, a jednostki OSP postawiono w stan pełnej gotowości. W wielu gminach rozdawane są worki z piaskiem, a mieszkańcy proszeni są o zgłaszanie wszelkich niepokojących zmian – zwłaszcza w rejonach wałów i cieków wodnych.
Specjaliści ostrzegają, że gwałtowne roztopy po okresie silnych mrozów będą pojawiać się coraz częściej. Cytowany często w mediach klimatolog prof. Jerzy Malinowski ostrzega, że to nie jest anomalia, lecz nowa rzeczywistość, bo zjawiska ekstremalne będą się nasilać. Eksperci zwracają też uwagę, że wiele nowych osiedli powstaje na terenach zalewowych, co zwiększa ryzyko strat. „Woda zawsze wraca na swoje miejsce” – podkreślają.
Kulminacja dopiero nadejdzie
IMGW zapowiada, że dodatnia temperatura utrzyma się co najmniej przez tydzień, a w wielu regionach spodziewane są kolejne opady deszczu. Hydrolodzy ostrzegają, że kulminacja fali roztopowej może dopiero nadejść.
Ale to nie koniec złych wiadomości. Z początkiem marca duża część naszego kraju będzie się znów zmagać z obfitymi opadami śniegu. Nie dość tego. Jak ostrzegają meteorologowie, śnieżycom będą towarzyszyć duże spadki temperatury, nawet do -12 stopni Celsjusza.
Powrót zimy jest przewidziany już 6 marca. Opady dotkną głównie Śląsk i Opolszczyznę, a pokrywa śnieżna może przekroczyć 30 centymetrów. Front obejmie też pozostałe części Polski, sięgając Pomorza. Kulminację opadów przewiduje się w nocy z 8 na 9 marca. Wtedy śnieg spadnie w pasie od Lubelszczyzny, przez Dolny Śląsk i Opolszczyznę, a także na Śląsku, Podkarpaciu i w Małopolsce. Służby apelują o ostrożność i śledzenie komunikatów, podkreślając, że sytuacja może zmieniać się bardzo dynamicznie.