Ekspertka zwraca uwagę, że same niedźwiedzie nie stanowią w Polsce głównego problemu – kluczową kwestią jest brak spójnych działań zapobiegawczych. Jej zdaniem odpowiedzialność za bezpieczeństwo ludzi i zwierząt jest rozproszona między różne instytucje, takie jak regionalne dyrekcje ochrony środowiska, parki narodowe i samorządy.
Jak podkreśla badaczka, działania instytucji często mają charakter reaktywny. Intensyfikują się dopiero po tragicznych wydarzeniach, kiedy rośnie presja społeczna i medialna. Z czasem jednak zainteresowanie słabnie, a temat przestaje być priorytetem. Tymczasem już kilkanaście lat temu wskazywano na narastające problemy w Bieszczadach i potrzebę wdrożenia kompleksowych rozwiązań. Przygotowany w 2011 roku program ochrony niedźwiedzia nie został wprowadzony w życie, a wiele działań prewencyjnych – takich jak odpowiednia gospodarka odpadami czy edukacja – wciąż nie jest realizowanych systemowo.
Rozwiązania są, finansów brak
Przeszkodą we wdrażaniu zmian są zarówno kwestie finansowe. Naukowcy podkreślają, że dysponują narzędziami, które mogłyby znacząco poprawić sytuację – od monitoringu genetycznego populacji, przez zabezpieczanie odpadów, po tworzenie wyspecjalizowanych grup interwencyjnych i rzetelne informowanie społeczeństwa. Problem polega jednak na tym, że bez odpowiedniego finansowania i wsparcia instytucjonalnego nie da się skutecznie działać.
Obecnie liczebność niedźwiedzi w polskich Karpatach szacuje się na około 120–150 osobników, przy czym najbardziej wiarygodne dane pochodzą jedynie z Tatr, gdzie prowadzony jest systematyczny monitoring genetyczny. W innych regionach opiera się on na przybliżeniach.
Tragiczny wypadek
Odnosząc się do tragicznego zdarzenia w Bieszczadach, badaczka zaznacza, że takie sytuacje zwykle są wynikiem nałożenia się różnych czynników – zarówno zachowań ludzi, jak i biologii zwierząt. Wiosną niedźwiedzie są osłabione po zimie i intensywnie poszukują pożywienia, a samice szczególnie chronią młode. Jednocześnie to okres, gdy ludzie częściej wchodzą do lasów, często poruszając się cicho w gęstych zaroślach. W takich warunkach łatwo o nagłe spotkanie na bardzo małym dystansie, co może prowokować instynktowną, obronną reakcję zwierzęcia.
Rozmowa Dr Olszańskiej z PAP odnosiła się do tragicznego zdarzenia na Podkarpaciu, gdzie w rejonie Płonnej 58-letnia kobieta zginęła po ataku niedźwiedzia. Z ustaleń śledczych wynika, że kobieta wybrała się rano do lasu z synem, by zbierać poroże. W pewnym momencie rozdzielili się, a niedługo później mężczyzna odebrał od matki telefon, w trakcie którego kobieta zdążyła jedynie zaalarmować o spotkaniu z niedźwiedziem. Syn rozpoczął poszukiwania i w krótkim czasie odnalazł ją nieprzytomną z poważnymi obrażeniami. Wezwane służby ratunkowe potwierdziły zgon na miejscu.