Dokładnie od 31 sierpnia 2024 roku do 30 sierpnia 2025 roku, bo amerykańska Narodowa Akademia Sztuk i Nauk Nagraniowych, która przyznaje Grammy, wzięła tym razem pod uwagę tylko utwory i płyty, które miały premierę w tym okresie. Nagrania wydane od września 2025 mogą liczyć na nagrodę dopiero w 2027 roku. Dlatego niemało ubiegłorocznych płyt nie oceniono, jak chociażby krążka „The Life of a Showgirl” Taylor Swift (premiera 3 października 2025 r.), do którego promocyjny film wystartował w kinach.
Gala Grammy odbyła się 1 lutego w sali Crypto.com Arena w Los Angeles. Zanim o muzyce, to o politycznych komentarzach z estrady, które wygłaszali artyści zapraszani po odbiór nagród. Krytykowali ostre działania agentów amerykańskiego urzędu celno-imigracyjnego (Immigration and Customs Enforcement, znanego pod akronimem ICE). Zdarzały się bowiem przypadki agresywnego traktowania ludzi, nawet z użyciem broni palnej, jak to miało miejsce m.in. 7 stycznia 2026 roku w Minneapolis, gdzie agent ICE Jonathan Ross zastrzelił Amerykankę Renée Nicole Macklin Good, która próbowała ominąć blokadę w rejonie zajść między przedstawicielami rządu a imigrantami. Plakietki z nadrukiem „ICE Out!” („Precz z ICE!”) nosili na ubraniach uczestnicy gali, w tym Justin Bieber, Kehlani i Joni Mitchell. Słowami „ICE Out!” rozpoczął także swoje podziękowania za Grammy 31-letni portorykański wokalista Bad Bunny (prawdziwe nazwisko Benito Antonio Martínez Ocasio), kiedy odebrał złoty gramofon za krążek „DeBÍ TiRAR MáS FOToS” („Powinienem zrobić więcej zdjęć”; hiszpański tytuł celowo pisany na przemian wielkimi i małymi literami).
Złote gramofony dla najlepszych
Nagroda za album należy do czterech najważniejszych wyróżnień w hierarchii Grammy (pozostałymi są „Najlepszy nowy wokalista”, „Nagranie roku” i „Piosenka roku”). Bad Bunny jest pierwszym jej laureatem za longplay z piosenkami śpiewanymi po hiszpańsku. Popularność muzyka potwierdzają nie tylko astronomiczne nakłady jego płyt i zapełnione po brzegi koncertowe sale, ale też zaproszenie, które otrzymał, żeby uświetnić przerwę w tegorocznej edycji Super Bowl, czyli finału rozgrywek amerykańskiego futbolu. Imprezę śledzi zwykle blisko 120 milionów telewidzów, którzy zjadają w czasie transmisji tyle kurzych skrzydełek, że można by utworzonym z nich łańcuchem trzykrotnie opleść ziemię na równiku (dane magazynu „Forbes”).
W kategorii „Piosenka roku” zwyciężyła Billie Eilish (wspólnie z bratem Finneasem O’Connellem) za kompozycję „Wildflower” pochodzącą z jej longplaya „Hit Me Hard and Soft” (2024). Eilish jest drugą artystką, która otrzymała podczas jednej gali złote gramofony we wszystkich głównych kategoriach. Stało się to 26 stycznia 2020 roku podczas finału 62. edycji Grammy. Doceniono wtedy jej płytowy debiut „When We All Fall Asleep, Where Do We Go?”. Przed Eilish tyle samo nagród, w tym również cztery w topowych kategoriach, odebrał Christopher Cross w 1981 roku za album sygnowany jego nazwiskiem. Po nich nikt inny nie triumfował w czterech głównych kategoriach.
Eilish również skrytykowała ze sceny działania ICE: „Nikt nie jest nielegalnie na tej skradzionej ziemi – powiedziała do mikrofonu piosenkarka. – Musimy kontynuować walkę, zabierać głos i protestować, ponieważ nasze słowa mają znaczenie, ludzie mają znaczenie”.
Za najlepszy debiut nagrodzono brytyjską wokalistkę Olivię Dean, która zasłynęła płytą „Messy” (2023). W ubiegłym roku wydała album „The Art of Loving”, więc tak naprawdę debiutantką już nie jest. Jednak jej drugi longplay miał premierę we wrześniu 2025 roku, więc po okresie obowiązującym dla Grammy 2026. Czy zatem słusznie nagrodzono ją za debiut?
To niejedyna problematyczna decyzja w historii Grammy. Jedną z poprzednich było wyróżnienie zespołu Jethro Tull w 1989 roku nagrodą za album „Crest of a Knave” w kategorii „Najlepsze wykonanie hardrockowe/metalowe”. Muzyka tego zespołu nie ma z ciężkim rockiem, a tym bardziej z metalem, wiele wspólnego. Na „Crest of a Knave” jest wprawdzie parę mocniejszych fragmentów, ale płyta nie odbiega od tradycyjnego stylu grupy, będącego rockiem progresywnym, „ocieplonym” gitarą akustyczną.
Hip-hop na zawsze
Czwarta główna nagroda – za najlepsze nagranie – trafiła do Kendricka Lamara i wokalistki SZA, śpiewających kompozycję „Luther”, dedykowaną piosenkarzowi R&B Lutherowi Vandrossowi, który zmarł 1 lipca 2005 roku. Muzyk ten występował nie tylko solo, ale również współpracował z wieloma gwiazdami estrady. Skomponował m.in. razem z Davidem Bowie piosenkę „Fascination”, która znalazła się w programie longplayu „Young Americans”.
Kendrick Lamar był tegorocznym rekordzistą w liczbie wyróżnień. Hiphopowy muzyk złote gramofony odebrał pięć razy – za album „GNX” oraz utwory „TV off” i „Chains and Whips”. Za nagranie „Luther” wyróżniono go też w kategorii „Najbardziej melodyjny utwór rapowy”. Lamar ma łącznie 27 statuetek Grammy i był do tego wyróżnienia 66 razy nominowany. „Hip-hop zawsze tu będzie” – oznajmił z estrady ubrany w czarny smoking Lamar, dzierżąc w dłoni złoty gramofon. – „My też tu wrócimy, w garniturach, otoczeni naszymi rodzicami. Kocham was!”.
Na drugim miejscu pod względem liczby nagród są ex aequo amerykański wokalista i producent Jelly Roll oraz wspomniany Bad Bunny. Pierwszy znany jest m.in. z przebojów „Need a Favor”, „Son of a Sinner” i „Save Me”, w których łączy rock z muzyką country. Akademia Nagrań nagrodziła go trzykrotnie – za piosenki „Hard Fought Hallelujah”, „Beautifully Broken” i „Amen”. Tyle samo złotych gramofonów otrzymał Bad Bunny – za longplay „DeBÍ TiRAR MáS FOToS” i tytułowy z niego utwór oraz za nagranie „EoO”.
Listę wielokrotnych zwycięzców uzupełniają: Jack Antonoff, Cirkut, The Cure, Lady Gaga, Ludwig Göransson, żeńska grupa I’m with Her, Kehlani, Christian McBride, Mavis Staples, SZA, Leon Thomas i zespół Turnstile. Wszystkich nagrodzono dwukrotnie.