Wreszcie ojciec zrozumiał, że działalność nie ma sensu. Ale odziedziczył po przodkach żyłkę przedsiębiorczości, więc nie zamierzał się poddać. W 1992 roku otworzył sklepik z wyposażeniem łazienek. Lokal miał zaledwie parę metrów powierzchni i kilka kolekcji płytek ustawionych na ścianie. Mimo to sprzedaż szła nieźle. Po latach peerelowskiej szarzyzny Polacy zapragnęli pięknych wnętrz.
Z małego sklepu wyrósł wielki Maxfliz, który posiada dziś showroomy w największych polskich miastach, osiem własnych brandów i notuje ponad 220 mln zł rocznych przychodów. Zatrudnia setki osób, wyposaża hotele, restauracje i apartamenty klasy premium. Na koncie ma ponad dwa tysiące projektów inwestycyjnych. – Firma stała się naszym hobby – mówi Kurleto senior, co, jego zdaniem, jest podstawą sukcesu. – Jeżeli ludzie zakładają firmę i nie robią tego z pasją, nie osiągną należytego efektu. W pewnym momencie dowodzenie nad Maxflizem objął syn. Dorastał między katalogami, targami i rozmowami o designie.
Od początku próbował znaleźć w przedsiębiorstwie własne miejsce: – Sukcesja nie może polegać na kopiowaniu poprzedniego pokolenia. Trzeba zachować DNA firmy, ale jednocześnie budować nowe kompetencje. Kurleto junior wniósł język nowych technologii, marketingu i marek lifestyle’owych. Szczególnie mocno rozwija brand Maxlight, produkujący oświetlenie eksportowane do wielu krajów Europy. – Jesteśmy rozpędzeni i mamy apetyt na więcej – wyznaje w jednym z wywiadów. – Choć z drugiej strony nigdy nie mieliśmy korporacyjnego podejścia. Decyzje podejmujemy szybko, jesteśmy blisko ludzi, klientów i pracowników.
Senior wciąż pozostaje twarzą marki i strażnikiem jakości, junior odpowiada za przyszłość. Jeden pamięta handel z początku lat 90., drugi myśli o cyfrowych showroomach i nowych rynkach. Łączy ich przekonanie, że w biznesie myśli się nie tylko o pieniądzach: – Sukces rodzi się z pasji – powtarza Kurleto senior. – Najważniejsze jest to, żeby firma miała duszę – mówi junior.