System wcześniejszych emerytur mundurowych budzi spory i emocje, pozwala bowiem żołnierzom zawodowym, policjantom, funkcjonariuszom Straży Granicznej, Służby Ochrony Państwa i Krajowej Administracji Skarbowej kończyć karierę zawodową znacznie wcześ niej niż reszcie obywateli. W powszechnym systemie ZUS kobiety odchodzą na zasłużony odpoczynek w wieku 60 lat, mężczyźni – 65. W systemie mundurowym do niedawna wystarczało 15 lat służby. Trzydziestokilkulatkowie odbierali decyzję emerytalną, podczas gdy ich rówieśnicy dopiero walczyli o pierwsze awanse w firmach.
Reforma z 2013 roku wprowadziła dla nowych funkcjonariuszy minimalny wiek 55 lat oraz co najmniej 25 lat służby, ale stare zasady wciąż obejmują dziesiątki tysięcy osób i będą działać jeszcze długo. Świadczenie mundurowe nie jest oparte na kapitale odkładanym w ZUS, lecz finansowane bezpośrednio z budżetu państwa. Jego wysokość zależy głównie od ostatniego uposażenia i stażu. Po 15 latach przysługuje 40 proc. podstawy, a każdy kolejny rok zwiększa ją o kilka punktów procentowych, aż do limitu 75 proc. Przy wysokich stopniach i dodatkach oznacza to nawet kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie brutto. Liczba świadczeniobiorców sięga ponad 400 tys. osób, roczny koszt ich emerytur przekracza 30 mld zł i jest jedną z większych pozycji w budżecie państwa.
Krytycy systemu mówią o „armii emerytów”, która w niektórych formacjach dorównuje liczbie żołnierzy wciąż pełniących służbę. Zwracają uwagę, że wielu byłych mundurowych podejmuje po odejściu kolejną pracę, łącząc nowe wynagrodzenie z emeryturą. Z kolei zwolennicy systemu twierdzą, że służby tych ludzi nie można porównywać ze zwykłym etatem, bo to ryzyko, stres, ograniczenia praw obywatelskich i gotowość do działania w sytuacjach kryzysowych.
Historie Nawrockiej i Brzezińskiej-Hołowni sprowokowały pytania, czy państwo stać na tak hojny system, a także jak długo jeszcze politycy będą omijać ten temat. Spór o mundurowe przywileje wraca przy każdej dyskusji o finansach publicznych i starzeniu się społeczeństwa. Z jednej strony są miliardowe koszty, z drugiej przekonanie, że bezpieczeństwo ma wysoką cenę.