Prowadząca dyskusję filmoznawczyni Diana Dąbrowska już na wstępie zwróciła uwagę na łódzkie korzenie fenomenu społecznego, jakim w latach 80. i 90. była działalność ukraińskiego hipnotyzera Anatolija Kaszpirowskiego. Właśnie tutaj odbyły się pierwsze spotkania na żywo z publicznością.
– To był czwartek. Straciłem pracę, wróciłem wieczorem do domu, a na ekranie telewizora występował dziwny człowiek. Przyciągał uwagę. Zatrzymałem się i zacząłem słuchać – opowiada w filmie historię sprowadzenia do Polski Kaszpirowskiego Mirosław Kuliś, właściciel „Angory”, wówczas łódzki dziennikarz. – W niedzielę byłem już w Kijowie. Zrobiłem z nim wywiad i od razu zaproponowałem przyjazd.
Wielkim walorem dokumentu Łukasza Konopy jest nie tylko zatrzymanie w kadrze fenomenu kontrowersyjnego człowieka, ale uchwycenie atmosfery Polski przełomu lat 80. i 90. To także opowieść o czasach transformacji i o mechanizmach, które sprawiają, że w momencie niepewności miliony ludzi poszło za głosem przemawiającego z ekranu ukraińskiego psychiatry. O tym zapotrzebowaniu na cud mówią w filmie prezydent Lech Wałęsa, który spotkał się wówczas z Kaszpirowskim, oraz reporter Mariusz Szczygieł analizujący medialny fenomen Anatolija Kaszpirowskiego. Potęgę zbiorowej fascynacji unaoczniają unikatowe materiały archiwalne wykorzystane w filmie.
– Praca nad tym dokumentem była jak układanie gigantycznych puzzli, gdzie połowa elementów zaginęła w piwnicach dawnych ośrodków telewizyjnych całego bloku wschodniego. Przetrząsnęliśmy dziesiątki prywatnych archiwów, starych taśm VHS, które ludzie nagrywali prosto z telewizorów, i oficjalnych rejestracji seansów – opowiadał w EC1 reżyser Łukasz Konopa. – Największym wyzwaniem było jednak nie samo znalezienie tych nagrań, ale to, jak z tysięcy godzin transu i uniesień tłumu wyciągnąć uniwersalną opowieść o człowieku. Chcieliśmy, żeby widz poczuł tę samą atmosferę, która panowała wtedy w polskich domach.
Uwagę zwraca znakomity montaż Agnieszki Białek, której udało się znaleźć specyficzny rytm opowieści, pozwalający współczesnemu widzowi wejść w doświadczenie ludzi sprzed trzydziestu lat, w tamten hipnotyczny trans. – Musieliśmy precyzyjnie dawkować archiwalne nagrania z seansów telewizyjnych i spotkań na stadionach, aby nie były jedynie historyczną ciekawostką, ale stały się żywym elementem narracji – opowiada Białek. – Praca na tysiącach godzin materiałów o różnej teksturze: od zaszumionych taśm VHS po nowoczesne cyfrowe kadry, wymagała stworzenia swoistego pomostu wizualnego. Montaż tego filmu opierał się na kontraście. Z jednej strony pokazujemy intymne, zakulisowe i często trudne momenty z ostatnich lat życia Kaszpirowskiego, a z drugiej – monumentalną, niemal magnetyczną siłę, jaką emanował z ekranów w latach 90.
Zamysł twórców się udał, bo widz w trakcie projekcji znakomicie wyczuwa tę niepokojącą atmosferę fascynacji. Podbiciem jest muzyka skomponowana przez Jonatana Pastirčáka i Olivera Torra oraz Marcina Mazurka, działająca na emocje i ciało odbiorcy. Monotonny, zrytmizowany głos Kaszpirowskiego został wpleciony w gęste tło dźwiękowe. Zastosowany przez twórców montaż powtórzeniowy – kadry upadających, wyginających się konwulsyjnie ciał, zamykających się oczu i hipnotyzujących gestów dłoni powracają jak refren. Wszystko to sprawia, że współczesny widz siedzący w ciemnej sali kinowej zaczyna podlegać tym samym audiowizualnym mechanizmom manipulacji, co ludzie przed ekranami trzydzieści lat wcześniej…
Świetnym, wprowadzającym pewien dysonans i ferment, wytrącającym widza z monotonii posunięciem jest dodanie sekwencji animowanych Marcina Podolca. Tam, gdzie kończy się archiwum i rejestracja dokumentalna kamery, wkracza kreacja, wyobraźnia – lewitujący pod wpływem seansu Kaszpirowskiego ludzie.
Bez wątpienia producentom filmu, Darii Maślonie i Stanisławowi Zaborowskiemu z Silver Frame, udało się zrealizować produkcję w standardzie kinowym i platformowym, która może przemówić do współczesnego widza na całym świecie. To dokument na miarę Oscara.
Premiera w VOD: 18 grudnia 2026 roku na platformie HBO Max