R E K L A M A
R E K L A M A

Sztuka kadzenia. Recenzja Chery Tiggo 9

Powszechne zainteresowanie chińskimi samochodami nie słabnie. Przeciwnie! Byłem szczerze zdziwiony, jak wiele osób zaciekawił kolejny duży SUV egzotycznie brzmiącej marki Chery, którego miałem okazję poznać podczas niedawnych jazd prasowych. Sam podchodziłem do tej premiery bez większych emocji. Ot, jeden z następnych wozów z Państwa Środka, o którym każdy, kto lubi jeździć autem, zapomina zaraz po zatrzaśnięciu drzwi... Czy aby na pewno?

Fot. Maciej Woldan

Do coraz dłuższej wyliczanki debiutujących na polskim rynku chińskich marek samochodowych dołącza Chery. Nie jest to zupełna nowość i kompletna egzotyka, bowiem z koncernu Chery wywodzą się stosunkowo znane i rozpoznawalne nad Wisłą firmy Omoda i Jaecoo. Żeby zagmatwać i tak już trudny do okiełznania porządek, duet uzupełnia Chery jako oddzielna marka. O zdecydowanie najdłuższej tradycji, bo odwołującej się jeszcze do 1997 roku (Omoda działa od 2022 roku, Jaecoo od 2023). Na swojej stronie internetowej Chery pręży muskuły, że jest bardzo poważnym graczem, którego nie wolno lekceważyć, ponieważ to „wiodący chiński producent samochodów, od 22 lat z rzędu pozostający największym eksporterem samochodów osobowych w Chinach”. W przechwałkach Chińczycy są mocni, czego popis dali w trakcie prasowej premiery nowego SUV-a w Polsce. Niby to zrozumiałe, że do walki z europejską konkurencją chcą stawać z wysoko uniesionymi głowami, bo przecież proponowane przez nich samochody bywają nad wyraz dopracowane, lecz czasem warto znać umiar, żeby nie popaść w śmieszność. I prawdziwych atutów nie przekuć w powody do drwin…

O co chodzi? Tym razem może o drobiazg, ale przyznaję, że jestem szczególnie wyczulony na chińską sztukę kadzenia i wychwalanie pod niebiosa aut z Państwa Środka jako tych najlepszych, właściwie nokautujących wszystko, co dotychczas było nam znane. Podczas niemal akademickiego wykładu na temat działania napędu Chery Super Hybrid, będącego autorską konstrukcją Chińczyków (skomplikowanego, z wieloma trybami pracy), padły słowa, po których w ciemno przyjąłem, że zapewnienia prowadzącego szkolenie o rewelacyjnym zużyciu paliwa czy niespotykanej kulturze pracy trzeba potraktować z przymrużeniem oka. Poszło o moc, „spektakularne 428 KM”. W skrócie: „To już wartość iście sportowa, wyczynowa, wręcz groźna dla niedoświadczonych za kółkiem, zwłaszcza w trybie Sport, który raczej nie jest dla każdego. Można się przerazić, tego typu wóz niełatwo okiełznać, taka sztuka wymaga niemałej wprawy…”. Bajki? Oczywiście.

Fot. Maciej Woldan

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-03-19

Maciej Woldan