Nie jest tak, że z założenia jestem przeciwny chińskiej motoryzacji. Po prostu patrzę na nią niepewnie, może bez wielkiej sympatii, lecz z rosnącym szacunkiem. Jako na wciąż nie do końca zrozumiałe, egzotyczne zjawisko w Europie, gdzie jeszcze niedawno wydawało się, że pozycja motoryzacyjnych marek jest w miarę stabilna i ugruntowana. Chińczycy robią wszystko, żeby wywrócić „skamieniały” układ sił do góry nogami; i trzeba przyznać, że w tych działaniach są skuteczni. Szczególnie podoba mi się, że ostatnio część chińskich firm przestała sztucznie bić pianę i szczycić się nadzwyczajnymi technologiami, „wyścigowymi” aspiracjami, a przeszła do konkretów, poprawiając choćby prowadzenie pojazdów.
Subskrybuj