Edytorski cykl „Plebania”, „Zakrystia”, „Kuria”, publikowany w latach 2024 – 2026, jest tej terapii najlepszym dowodem, choć podanym nie wprost. Autor kompiluje wiedzę na temat znanych nam z mediów przestępstw popełnianych przez duchownych, w pełnym ich kodeksowym wachlarzu, jakie ujawniono w ostatnich dekadach, ale sięga też do historii, ustawiając ją jako dopełnienie współczesności. Bywa, że dopytuje rozmówców, doświetlając obszary nadal pozostające w cieniu niedomówień. Obszernie cytuje już opublikowane rewelacje. Ilustruje
charakter życia księżowskiego
w celibacie, a raczej grę iluzji, by wyglądało na życie w celibacie. Skłonność do przepychu. Pisze o kochankach, dzieciach i „rodzinnym” życiu ludzi skazanych na samotność. Zajmuje się defraudantami, podziemiem seksualnym księży, szemranymi „biznesmenami” w koloratkach, dilerami dragów i zwykłymi oszustami. Zwykłymi? Wszak chroni ich anachroniczne społeczne tabu, kościelna omerta (biskupi nazywają to kulturą tajemnicy) i nieskrywany brak szacunku Kościoła do państwa. A także ludowa tolerancja dla konsekrowanej głupoty. Przecież rdzeń polskiego Kościoła, Tadeusz Rydzyk, uznał los geja Paetza za szczególny znak męczeństwa. I do tego samobójcze zblatowanie duchowieństwa z władzą…
Ale jako się rzekło: nihil novi sub sole. Wszystko już było – a to, że dziś jest już coraz mniej kryminalnych i kompromitujących występków, zadziała na Kościół i jego wyznawców sanacyjnie, uzdrawiająco. Katalog przestępstw, jakie przypomina nam autor w kolejnych tomikach (216 stron każdy), wskazuje, że otwartość wymuszona na Kościele służy wyłącznie jego dobru. Katalog grzechów głównych został ogłoszony i napiętnowany. Czy Kościołowi wystarczy determinacji, by zmienić swe wewnętrzne reguły? Czy wystarczy odwagi, by stanąć w prawdzie do końca? Jak było w Irlandii, we Francji, w USA? Niemniej lawina zmian ruszyła. Opinia o Kościele, wykreowana przez jego fatalnych funkcjonariuszy, zapewne ulegnie oczekiwanej zmianie, ale to i tak kwestia pokolenia czy dwóch. To wnioski finalne, jakie płyną z antyklerykalnego tryptyku Artura Nowaka, choć nie jestem pewien, czy akurat taką konkluzję zaakceptuje.
Subskrybuj