Oczywiście nie wszystko jest wspaniale jak na Zachodzie, co wynikało z dalszej części wywiadu. Jesteśmy na dnie rankingów zaufania społecznego, nasz kapitał zaufania jest bardzo wątły i – jak to ujął profesor Czapiński – „nadal jesteśmy sobkami” (…). Pod koniec audycji padły jednak sformułowania, których wagę z perspektywy lat trudno przecenić:
(…) Polacy nie przywiązują większej wagi do tego, co się dzieje w elitach politycznych, ponieważ nie widzą związku z tym, co politycy robią, nawet nie widzą związku między kolejnymi ustawami parlamentarnymi a tym, jak wygląda ich życie.
Pomijając fakt, że to raczej elity polityczne powinny przywiązywać wagę do tego, co się dzieje w społeczeństwie, a nie na odwrót, te fragmenty właściwie delegalizują społeczeństwo jako podmiot, spychając je do roli ignorantów (…). Bardzo wąskie grono czytało samą „Diagnozę”, natomiast znakomita większość odbierała ją wyłącznie przez skróty w mediach. Toteż cytowane wyżej słowa dawały sygnał wyraźnie i w oparciu o autorytet – „jest świetnie, Polacy są niepomiernie szczęśliwi”. Ludzie szczęśliwi to nie jest materiał na rewolucjonistów, wszystko jedno, czy rewolucja miałaby się odbyć za pomocą pik, czy za pomocą kart wyborczych (…).
Nieco ponad miesiąc później odbyły się wybory parlamentarne. PiS otrzymał 37,5 procent głosów i 235 mandatów w Sejmie, PO 24 procent i 138 mandatów, Kukiz 8 procent i 42 mandaty (…). Łącznie partie protestu dostały 277 mandatów, co dawało 60 procent z łącznej liczby 460 posłów. PiS uzyskał samodzielną większość, pozwalającą mu „faktycznie zmienić ustrój Polski”, jak to później określił Jarosław Kaczyński (…).
Subskrybuj