R E K L A M A
R E K L A M A

Serial „Lalka”. Recenzja Skiby

Nie dostał Bolesław Prus za swoją „Lalkę” Nobla, choć powinien. Jest kolejny powód do narodowych utyskiwań, bo jak zawsze zostaliśmy skrzywdzeni, pominięci i wykiwani, ale przynajmniej po latach stawiamy autorowi filmowy pomniczek w postaci kolejnej już adaptacji.

Fot. materiały promocyjne

Gdyby ktoś z boku, jakiś przybysz z daleka, obserwował, co się obecnie w Polsce dzieje, mógłby dojść do fałszywego wniosku, że Polacy mają tylko jedną dobrą powieść i w kółko ją ekranizują.

Oto po masakrze serialowej Netflixa – która i owszem, podoba się młodzieży, a wielu cmokierów przekonuje, że jeśli komuś nie przypada do gustu nowoczesne odczytanie „Lalki”, to pewnie zdziadział, stetryczał i nie czuje ducha czasów – otrzymujemy zgodną z oryginałem adaptację z plejadą gwiazd.

Puszczajcie, Drodzy Czytelnicy, mimo uszu opinie, że to „poprawna” czy „szkolna” ekranizacja, że wszystko tam jest na bogato, np. kostiumy. Że gra bez zarzutu, bo same gwiazdy, ale w sumie to średnie, grzeczne, szkolne właśnie i nie porywa jak dziwoląg z Netflixa. Niech za całą recenzję wystarczy opinia, że po zobaczeniu tego długiego, blisko trzygodzinnego filmu miałem ochotę zobaczyć go natychmiast jeszcze raz. I to nie tylko dla fantastycznej gry aktorów.

Jest w tej historii uniwersalny temat mężczyzny, który głupieje z miłości, który w naiwnym zauroczeniu zatraca się absolutnie i który mimo fortuny czuje się bezradny wobec arystokratycznych manier i wyniosłości. „Lalka” to powieść wielowątkowa i oczywiście nie da się, nawet w blisko trzygodzinnym filmie, wszystkich wątków pomieścić, jednak brawa dla reżysera i scenarzystów, że dosyć wiernie prezentują nam te najważniejsze, łącznie z ciekawym epizodem paryskim.

Cieszmy się z tej „szkolnej”, poprawnej „Lalki”, bo następną mogą nam wysmażyć, używając sztucznej inteligencji i angażując „animowanych aktorów”. Ogląda się tę dobrze znaną historię z prawdziwą przyjemnością i niby wiemy, jak się skończy, ale jednak kibicujemy zakochanemu Wokulskiemu, by mu się może tym razem udało.

Dorociński! Ten to jednak świetnie potrafi zagrać zagubienie i bezradność. Wielką przyjemnością jest cała filmowa uczta aktorska, bo producentom udało się zgromadzić na planie prawdziwy gwiazdozbiór. Takiej plejady znakomitości nigdy w żadnym polskim filmie jeszcze nie było. I pewnie nie będzie.

Skoro Polacy rozkochali się w nowych adaptacjach starych powieści, a nowa „Lalka” z pewnością okaże się sukcesem kasowym, czekam na nowego Nikodema Dyzmę według powieści Dołęgi-Mostowicza. Tym bardziej że taki współczesny Dyzma błąka się po Polsce, zażywa snusy, wetuje ustawy i robi groźne miny.

Ocena: Sztorm

2026-10-08

Krzysztof Skiba