R E K L A M A
R E K L A M A

Celebrowanie smaków. Wspólna pasja ojca i syna

Kilkanaście lat temu Marek Ćwikła miał tylko rodzinną działkę oraz pomysł. Dziś razem z synem Danielem prowadzi rzemieślniczą palarnię kawy Coffee & Sons. Co łączy Steve’a Jobsa z ich biznesem? – Był na wskroś nowoczesny i też zaczynał w garażu – żartuje Daniel.

Rys. Katarzyna Zalepa

Oni zaczynali w piwnicy swojego domu w Biłgoraju, mając prowizoryczny piecyk kupiony na OLX i rurę wyciągniętą przez okno, skąd szło mnóstwo dymu. Interes wydawał się trudny, nie tyle ze względu na warunki lokalowe i kiepski sprzęt, co na styl życia Polaków. Kawa była wówczas impulsem do porannej aktywności, nie kojarzyła się z celebrowaniem smaków. Królowały kawy rozpuszczalne, często z dodatkiem sztucznych zabielaczy.

Ale czasy zmieniły się na lepsze. Picie kawy dobrej, świeżo zmielonej, stało się rytuałem, także snobizmem. Klienci zaczęli interesować się pochodzeniem ziaren, metodami ich palenia, parzenia. Nastał okres prosperity. Firma rosła. Na działce Marka i Daniela stanął budynek z cegły i szkła. Jego sercem jest niemiecki piec Gothot, wyprodukowany w 1958 roku, kultowy, przez fachowców z branży uznawany za zabytek. Coffee & Sons ma również biuro, magazyn, dział dystrybucji i sklep. W weekendy przed sklepem ustawiają się długie kolejki klientów w różnym wieku. Wśród nich starsze panie z torbami z Biedronki. Ze skromnej emerytury oszczędzają na małą 250-gramową paczkę przysmaku w cenie nawet kilkudziesięciu złotych. Emerytki są najlepszym przykładem, że ludzie, bez względu na zarobki i status społeczny, potrafią sami siebie docenić i umilać codzienność – mówi Daniel.

Koneserów kawy rzemieślniczej przybyło w czasie pandemii. Gdy zamknięto kawiarnie, bary i restauracje, ludzie uwięzieni w domach musieli radzić sobie bez pomocy baristów. Wielu odkryło wtedy uroki samodzielnego parzenia, kupowania akcesoriów, wybierania gatunku. Jednak rynek kawy w Polsce jest nadal niedojrzały. – Jeśli chodzi o konsumpcję kawy, to jesteśmy w Europie drugim krajem od końca, bo spożywamy mniej niż 3 kg na głowę rocznie. W Skandynawii, dla porównania, to 15 kg, więc wciąż jest ogromne pole do rozwoju dla takich firm jak nasza. Szczególnie że klienci, którzy raz spróbowali kawy kraftowej, w większości wracają po więcej.

2026-08-29

(EW) na podst. Forbes nr 5/2026