Jedyny ruch na tym betonowym pustkowiu to błękitne błyski radiowozów, a dźwięk – ryk policyjnych silników. To eskorty. Każdy z tych pojazdów wiezie na tylnym siedzeniu przerażonego osiemnastolatka, spóźnionego pasażera, który zadzwonił na alarmową linię. W tym jednym dniu spóźnienie na egzamin urasta do rangi narodowej katastrofy, pilniejszej niż jakiekolwiek wykroczenie drogowe. Ale największy cud dzieje się nad głowami. Nad Koreą zapada cisza, jakiej nie zna nawet głęboka noc. W ciągu najbliższych trzydziestu pięciu minut żaden samolot nie wyląduje ani nie wystartuje na głównych lotniskach kraju, bo ministerstwo blokuje przestrzeń powietrzną. Każdego roku o tej samej godzinie, na te same trzydzieści pięć minut, żeby huk turbin lecącego boeinga nie zagłuszył angielskich dialogów płynących do uszu maturzystów. To moment, w którym państwo wstrzymuje oddech, by pozwolić swym dzieciom na skupienie. Skala tego, co się wtedy dzieje, wykracza daleko poza szkolne mury. Seulski parkiet giełdowy tego dnia otwiera się godzinę później niż zwykle. Ministerstwa przesuwają początek pracy urzędników. Centralne biura największych nawet firm dostosowują harmonogramy, żeby pracownicy będący rodzicami mogli odprowadzić dzieci przed bramy sal egzaminacyjnych. Ta zmiana ma charakter formalny i odgórny.
Subskrybuj