R E K L A M A
R E K L A M A

FAJBUSIEWICZ: 200 mężczyzn podejrzewanych o zabójstwo 35-latki

35-letnia mężatka Beata S. mieszkała w Krzepicach, niewielkiej miejscowości pod Częstochową. Od kilku lat zajmowała się domem i wychowywaniem dwójki dzieci. Wcześniej wraz z mężem prowadziła bar piwny i być może z tamtego okresu pozostała jej słabość do złocistego trunku. Piła go codziennie, i to w niemałych ilościach. Mąż nie tolerował tego. Beata niemal codziennie wymykała się z domu, by się napić. Jedno z takich wyjść skończyło się tragicznie.

Fot. Pixabay

Wychodząc z domu, zwykle zostawiała kartkę z informacją, że poszła na spacer albo spotkać się z koleżankami. W ten sposób ukrywała swój nałóg przed dziećmi. Jej mąż od pewnego czasu pracował u brata prowadzącego firmę spożywczą.

Ważną rolę w życiu rodziny odgrywał kolega z dzieciństwa męża, mieszkający naprzeciwko. Czterdziestoletni bezrobotny, utrzymywany przez matkę, był dla Beaty idealnym kompanem do picia. Mąż, stroniący od alkoholu, patrzył na tę znajomość z niechęcią, ale ją tolerował. Dzięki temu sąsiad stał się częstym gościem w ich domu.

Niedługo przed tragedią, która rozegrała się 30 grudnia 2006 r., Beata odziedziczyła po rodzicach dom i sprzedała go za 35 tys. zł. O tym fakcie wiedzieli niemal wszyscy w Krzepicach. Kobieta powierzyła pieniądze matce zaprzyjaźnionego sąsiada, a mężowi powiedziała, że ulokowała je w banku. Z sąsiadem utrzymywała częste kontakty telefoniczne, posługując się umówionym systemem sygnałów, tzw. strzałkami. Przesyłała mu również liściki za pośrednictwem dzieci, które bardzo go lubiły i mówiły mu po imieniu. W domu od czasu do czasu dochodziło do awantur. Jedna z ostatnich wybuchła tuż przed Wigilią. 23 grudnia, po kłótni z mężem, podchmielona Beata wyszła z domu i zniknęła. W Wigilię złożyła życzenia jedynie synowi. Nie odbierała jednak telefonów. Wróciła dopiero w drugi dzień świąt z zapasem piwa. Mężowi powiedziała, że święta spędziła u koleżanki w Częstochowie. W rzeczywistości cały czas przebywała naprzeciwko swojego domu, u Roberta, sąsiada, i jego matki.

Dramat rozegrał się tydzień później, 30 grudnia 2006 roku. Początkowo Beata przygotowywała w domu potrawy na wieczór sylwestrowy, który miała spędzić z mężem i sąsiadem pomagającym w przygotowaniach. Po południu mężczyzna wrócił do siebie, by obejrzeć w telewizji skoki narciarskie. Około godz. 15, przed powrotem męża, Beata wyszła z domu, zostawiając kartkę z napisem: „Wyszłam na spacer”. Dała też znać sąsiadowi, by wyszedł z domu. Widział, jak szła w kierunku lasu, ale sam został jeszcze przed telewizorem, chcąc obejrzeć konkurs do końca. Gdy później poszedł do miejsca ich zwyczajowych spotkań, nie zastał tam Beaty. Wrócił więc do domu. Wieczorem szukał jej razem z jej mężem i dzwonił na jej telefon, ale nie odpowiadała. Następnego ranka mąż otrzymał SMS wysłany poprzedniego wieczoru: „Nie szukajcie mnie, zaczynam nowe życie”.

Na spacer Beata wyszła z kundelkiem, który po pewnym czasie wrócił do domu. Mąż próbował dodzwonić się do żony, lecz telefon milczał. Nie zgłosił zaginięcia policji. Minęły dwa tygodnie bezskutecznych poszukiwań prowadzonych przez rodzinę i znajomych.

12 stycznia 2007 roku mężczyzna zbierający w okolicach Krzepic gałęzie na opał znalazł kilkadziesiąt metrów od leśnej ścieżki zwłoki kobiety. Powiadomił policję. Było to ciało Beaty i wszystko wskazywało na to, że zostało tam przeniesione. Kobieta miała obrażenia głowy, jednak bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie. Pod paznokciami zabezpieczono naskórek napastnika, co pozwoliło ustalić jego profil DNA. Ofiarę znaleziono w rękawiczkach, które sprawca najprawdopodobniej włożył jej już po zabójstwie.

W torebce znaleziono pokwitowanie odbioru 37 tys. zł podpisane przez matkę sąsiada. Brakowało telefonu komórkowego oraz niewielkiej kwoty pieniędzy. Sąsiad i jego matka początkowo zaprzeczali, że Beata przechowywała u nich gotówkę. Dopiero po okazaniu ekspertyzy grafologicznej wskazali miejsce ukrycia pieniędzy. Były zaszyte w poduszce, lecz brakowało już 7 tys. zł. Podejrzewano sąsiada i motyw rabunkowy. Tę wersję obaliły jednak badania DNA, które wykluczyły zarówno jego, jak i męża oraz pozostałych członków rodziny.

Przez lata przebadano DNA 200 mężczyzn z Krzepic i okolic, mogących mieć związek ze zbrodnią. Bez rezultatu. Nie odnaleziono także narzędzia zbrodni, którym był najprawdopodobniej duży płaski pilnik. Beata miała wyjątkowo grubą kość czaszki, dlatego obrażenia głowy nie okazały się śmiertelne.

W chwili śmierci była ubrana w szarą kurtkę z kapturem, czarne spodnie, szare kozaki i siwy kapelusz z rondem.

Nie odnaleziono świadków, którzy widzieli ją tego dnia. Czy padła ofiarą przypadkowej zbrodni? Czy była z kimś umówiona? Kto wysłał tajemniczy SMS: „Nie szukajcie mnie, zaczynam nowe życie”? Odpowiedzi nie przyniósł także mój telewizyjny program „997”, który zajął się tą sprawą dwa lata po zbrodni, w 2008 roku.

W tekście zmieniłem imię ofiary.

Wiesz coś o tej zbrodni – pisz: [email protected] 

2026-11-08

Michał Fajbusiewicz